Pustostan.

Pustostannn

 

Właśnie jestem po lekturze. Przeczytałam o tej książce, gdy Paulina Młynarska wspomniała o niej gdzieś, może u siebie. Tak więc zaintrygowało mnie, albowiem uznaję panią Paulinę za osobę która mówi z sensem i robi z tym samym sensem.

Przeczytałam jednym cięgiem. Przeszkadzał mi tylko sen i przerwy w dopływie prądu spowodowane jakimiś tam wymianami transformatorów.

Doznałam szoku. Albowiem widzę tam życie. Swoje własne też. Mało tego, gdybym napisała własną historię, to by pasowała do tych rozdziałów jak ulał. Nie chodzi tu o sposób pisania, tylko o tematykę. Jeden i ten sam odwieczny problem.

Oczekiwania wielopokoleniowe. Strach przed ich niespełnieniem. Toksyczni rodzice. Ciemnota jakaś. W sumie coś się dziwić mentalności z drugiego końca świata jak nasza, swojska też jest destrukcyjna dla naszej osobowości. Ciągle tylko spełniasz oczekiwania innych. Twoje są nieważne. Nie jesteś sobą a już na pewno nie tym, kim chciała byś być. Nie robisz tego co byś chciała. Wyzbywasz się przez lata siebie samej. Jesteś pusta w środku. Jałowa. Pustostan.

Człowiek człowiekowi wilkiem, kobieta kobiecie suką. I to częściej w relacjach pokrewieństwa wstępno – zstępnego. I nie tylko pokrewieństwa. Zresztą równolegle też moim zdaniem nie lepiej…

Nie każda potrafi na czas się ocknąć. Ja sama nie wiem czy potrafię. Niektóre rezygnują. Inne walczą. Latami. Albo wydaje im się, że walczą a efektów nie widać. Tak jak ja.

Czasem zdarzają się cudowne zbiegi okoliczności. Odpowiednia książka. Przeczytany kawałek i brak elektryczności. Wtedy włącza się myślenie. Nie można go zagłuszyć inna książką czy czytaniem bzdetów z neta. Można patrzeć w ciemność i wyciągać wnioski. Dostrzegać analogie. Zdać sobie sprawę z nieciekawej, własnej rzeczywistości.

 

Agnieszka Nietresta-Zatoń  PUSTOSTAN 

 

 

 

Dzień środkowy.

Dawno nie pisałam. Ale dziś jest dzień środkowy, więc nie mogę przepuścić takiej okazji. Dzień środkowy wymyśliłam w dzieciństwie i oznacza on dokładnie czwarty październik, czyli dzień między imieninami a urodzinami.

Po czasie przestałam obchodzić imieniny a teraz okazuje się, że chyba też przestane świętować urodziny, no bo po co i dlaczego. W sumie jak to powiedziała śp. Maria Czubaszek, kobieta powinna raz ustalić ile ma lat a potem się tego trzymać.

Właściwie to obce mi są problemy dotyczące mojego wieku. Za to mam inne. I to sporo.

Sprawy spadkowe się po prostu niektórym osobom „rozłażą”. No bo co można załatwić, skoro nie ma kiedy, bo picie ważniejsze. Na dodatek niektórzy się opierają i mój ojciec sprawia wrażenie grającego na zwłokę ( „a nuż zmieni w końcu zdanie i się zrzeknie swojej części…”). No to sobie czekaj, w sumie masz sporo czasu do setki, całe dziewiętnaście lat.

No i po co było się tak denerwować? Niby zawsze uważałam, że ludzie stosujący zasadę „f**k it” żyją lepiej bo bezstresowo, ale i tak zawsze się ekscytuję ponad normę.

Urodziny powinny być jakimś momentem do analizy ostatniego roku. Niestety u mnie jej nie będzie. Był niepodobny do niczego. Nie narzekam, bo pewnie bywają gorsze. Było kilka dobrych momentów, ale jednak więcej stresów i nerwówki.

W horoskopach podsyłanych mi przez B. stoi, że będą jakieś nowe, ciekawe znajomości. A ja tymczasem wolałabym te stare. Jaka ja nigdy niezadowolona.  ;-)

Wypadałoby pokwękać na brak kasy… David Garrett gra w grudniu w Łodzi… no oczywiście to dla mnie nieosiągalnie. Finansowo i logistycznie. Z imprez to mogę liczyć na konkurs jednego wiersza rozpisany przez tutejsze centrum kultury. A i tak nie ma pewności, że się załapię na galę wyróżnionych  8-)

Tak więc z okazji jutrzejszego święta, życzę sobie więcej luzu i obojętnego stosunku do pewnych spraw, które nie zasługują na moje nerwy.