Tęskniąc nie wiadomo za czym. Albo wiadomo.

Na portalu gdzie zamieszczam moje wypociny, już poszufladkowali twórczość. Jest dolna półka i górna półka. Tak samo dla prozy jak też dla poezji. Szkoda, że nie ma bezdennej szuflady i zakurzonego miejsca pod szafą wraz ze śmieciami i kudłami z kurzu. Moje wiersze trafiają raz wyżej, raz niżej. Trochę chce mi się śmiać, bo nie rozumiem zasad, według których następuje ten rozdział.

Ja w sumie nie oczekuję uznania po tamtejszych czytelnikach. Tylko wydawało mi się, że mogę czasami czegoś nowego się nauczyć. Nie zależy mi też na wydawaniu tomików, albowiem nie chcę sławy a kasy też nie, bo na poezji jeszcze nikt w naszym kraju się nie wzbogacił. To nie Ameryka. :D

Powinnam to robić dla siebie. Obiecałam konkursowy wiersz i oto on:

 

TĘSKNIĄC ZA MEDIOLANEM

 

nie wie dlaczego wciąż jest tutaj a nie tam

wszystko miało być tylko na chwilę

 

w kolejne Boże Narodzenia

przysięga sobie i tym samym ścianom

że to już ostatni raz

ale jest zanurzona po szyję

podobna do posągu z Wyspy Wielkanocnej

 

myśli że pory roku ustawiają się w koło

ona wędruje po okręgu

a naprawdę to spirala

która niemiłosiernie wypycha w przód

 

każda wiosna to odbudowa świata

przeźroczystym niebem

samoloty uciekają na południe

lato jest błogim nicnierobieniem

jeszcze nie jest późno

jesień przychodzi z wyrzutami sumienia

z powodu straconego czasu

zima jest oczekiwaniem

dzień w którym dowie się na co

będzie wielkim

 

prawie nigdy nie gotuje obiadu

tylko patrzy na powtarzalność

która bywa wzorem na tkaninie

 

już nie chce kota

one ciągle gdzieś przepadają

chodzą własnymi ścieżkami

w końcu nastają dni gdy nie przychodzą wcale

zresztą nie potrafi już znieść

wizyt weterynarza o południowym typie dojrzałej męskiej urody

zawsze potem choruje

kilka dni wyjętych z życia

 

gdyby wiedział jak jest blisko

 

powinna uciekać

przed strachem

że nikt nie obejmie i nie przytuli

gdy będzie trudniej

trzymać igłę w palcach

 

ale myśli o ciszy takiej

co dzwoni w uszach najpiękniejszą melodią

zimowy poranek z zamglonym lasem i daleką białą nitką nad horyzontem

to dopiero preludium

 

tymczasem jedwabie się niecierpliwią

pomrukują z rozkoszy gdy przesuwa ręką po grzbietach beli

w sklepie bławatnym

 

jak zwykle rozciąga mapę plątaninę kresek

coraz więcej skupienia aby znaleźć właściwą ścieżkę

od chwili gdy odezwą się nożyce

praktycznie nie ma odwrotu

 

chciała nosić ich miniaturkę

na złotym łańcuchu

wychodzić na koniec pokazu

 

czasem myśli kiedy pęknie nić

łącząca dłonie z sercem

 

kolejny wschód słońca ratuje życie

 * 

 

Zamieściłam tam oczywiście po całym tym konkursie, gdzie wiersz poległ. Ale jak za każdym razem uczy mnie życie – zawsze są lepsi. Ale czym się tu przejmować? Wcale nie muszę być najlepsza… Nie mam takiej potrzeby.

Na tym portalu zaraz musiałam tłumaczyć, że to nie jest konkretnie o tym włoskim mieście. To sprawa umowna. To jest rzecz o wielkim niespełnieniu. Czegokolwiek ono by miało dotyczyć. Może też o samotności… Ale też o jakiejś pasji, która nadaje trochę sensu. I co tu dalej tłumaczyć?

Moja wrażliwość bez żadnych praw.

Już coraz więcej spraw mnie irytuje, żeby nie powiedzieć dosadniej. Chyba to stetryczenie mnie dopada powoli. Gdzieś w okolicach Święta Niepodległości zabolała mnie stopa i trzyma do tej pory. Pięć zastrzyków wybranych i NIC lepiej. Może dwie godziny po zabiegu jako tako ale potem znów to samo. Po namyśle doszłam do wniosku, że moja podświadomość lubi chorować, bo dla mnie to oznacza wymówkę do obijania się no i co by tu nie mówić, chorobowe. Paradoksalnie pracując w rolnictwie mam wielkie g…

Tak więc chyba się nie wykaraskam. Obserwuję tylko mój upadek i nie mam pomysłu na dalsze funkcjonowanie. Pisanie mi stoi, nawet nie chce mi się tworzyć poezji, bo tam gdzie zamieszczam, to niewiele mogę się dowiedzieć. Po prostu prawie nikt się nie chce wypowiadać. Ani, że złe ani, że dobre. Jakie to trudne napisać zdanie na temat wiersza. O konkursie nawet nie wspominam, bo przepadłam w ilości wierszy. No wychodzi na to, że wszyscy piszą. A może ja sama tylko rozumiem własna pisaninę? No ale to większość wierszokletów tak ma. Tutejsi też. Albo bełkot, gdzie nikt nic nie wie a każdy udaje, że jest inaczej, albo prościzna, gdzie wszyscy zachwycają się nad prosta formą. Tyle, że moja formą nikt się nie zachwyca, bo jestem anonimowa. Ale pieprzyć to.

Innym wkurzeniem jest oczywiście czytanie internetu. A ostatnio między innymi o pewnym artyście, który po pijaku wymachiwał bronią, na którą zresztą ma pozwolenie. Mam nadzieję, że już niedługo.

Oczywiście lubię czytać komentarze, bo tutaj można się wiele dowiedzieć o ludziach. Tak więc większość go hołubi i najeżdża na jego małżonkę. No bo jak można dziecko w to wciągać? Najlepiej nie odzywać się, tylko opiekować się alkoholikiem i zapewnić mu najlepsze warunki do wygodnej pijackiej egzystencji. Bo on wrażliwy, bo artyści tak mają… Ale w ogóle jaki to wspaniały człowiek, miły, życzliwy i do kościoła chodzi. Nawet wypowiadał się proboszcz tamtejszej parafii. Jaki to wspaniały człowiek bo sypnął kasą na remont czegoś tam, chyba dzwonnicy i czegoś tam jeszcze.

Ja nie wiem k… na jakim ja świecie żyję. Chyba jestem nieprzystosowana. Odpadam. Leżę jak świr.

Moją wrażliwością nikt się nie przejmuję. Mało tego, jak bym zaczęła ostro pić to też spotkała bym się z potępieniem, bo jak to mówi jeden z moich znajomych, kobitka pijana to wygląda nie teges… ale facet pijany to owszem, jako tako. 

W chałupie raczej też by mnie nie trzymali i nawet nikt specjalnie by się nade mną nie roztkliwiał. Aktualnie też nikt się nie roztkliwia specjalnie mimo, że nie piję. Za to facetem to trzeba się opiekować i ulegać jak wrzodowi na d…  A która się przeciw temu zbuntuje, to niestety od tej chwili zawsze ma pod górkę w wielu aspektach. Nie tylko w ekonomicznym.

A alkoholik, jak nie chce to nie pije. Ale raczej chce bo tak fajniej. Mój ojciec nie pił przeszło miesiąc, bo miał operację na jelito. Dało się? Dało. I nawet nie było problemów z syndromem odstawienia. Ale już wszystko się wygoiło, to można wrócić do tego miłego hobby.

Czyli mamy wolę, ale… nie chcemy. I co ja mogę zrobić? Nic. Czasem tylko chciała bym uciec gdzieś. Tam gdzie mnie nikt nie znajdzie. Albo zamieszkać gdzieś z boku i trwać i czekać nie wiadomo na co. Albo wiadomo, ale to nie oznacza doczekania się.

Zamieszczę tutaj jeden z moich ostatnich wierszy. Za jakiś czas opublikuję ten konkursowy. Na razie ten krótszy. I czego tu nie rozumieć?

*

kupię ten dom z cegły

co stoi na rogu

będę przesiadywać w oknie

i z nieruchomą szyją zaglądać w lustro drogowe

czy aby goście z gór nie jadą

 

księżniczka w białej wieży

 

będę obserwować senne pogrzeby

mój i twój

w nienaturalnie małym odstępie

 

jednak przedtem nauczę się na pamięć

szumu ulicy bełkotliwych rozmów po drugiej stronie

przy świecie niezdrowym napojów i przegryzek

czynnym całą dobę

 

polubię pewność że jestem w centrum imprezy

jak też cowieczorny prysznic

z ciepłą wodą udającą twój dotyk

*

Wiersz który mnie rozwesela.

Jak ja lubię ten wiersz… Za każdym razem wzbudza u mnie wesołość. Wisława Szymborska celnie użądliła. Lata mijają a nic się nie zmienia w tej naszej (mam na myśli płeć) naszej ograniczoności. I ciągle się boimy. Ale teraz wiem, że nie ma czego.   :-P

„Ze wspomnień”

Gawędziliśmy sobie,
zamilkliśmy nagle.
Na taras weszła dziewczyna,
ach, jak piękna,
zanadto piękna
jak na nasz spokojny tutaj pobyt.

Basia zerknęła w popłochu na męża.
Krystyna odruchowo położyła dłoń
na dłoni Zbyszka.
Ja pomyślałam : zadzwonię do ciebie,
jeszcze na razie – powiem – nie przyjeżdżaj,
zapowiadają właśnie kilkudniowe deszcze.

Tylko Agnieszka, wdowa,
powitała piękną uśmiechem.

 

Ha, ha, ha. Jakże się boimy. Jakie czujemy zagrożenie… Jak lękamy się, żeby nic nie zagroziło naszej małej stabilizacji…

Tymczasem chyba bezpodstawnie. To, że ktoś jest piękny, nie oznacza bynajmniej, że będzie chciał sobie cokolwiek udowadniać, podrywając wszystko co się rusza, nawet osobników w związkach. A popatrzeć każdy może. Czy w muzeum albo na wystawie jestem zazdrosna bo partner patrzy z podziwem  na dzieło sztuki? (Abstrahuję tutaj od mojego ślubnego, który nie ma wewnętrznej potrzeby obcowania ze sztuką, ale on w wielu aspektach wymyka się powszechnym schematom…)

Z mojego osobistego doświadczenia wynika, że właśnie osoby niepewne siebie szukają ciągłego dowartościowania.

Więc po co ta panika. Jeżeli dla mojego związku zagrożeniem jest pojawienie się gwiazdy, to co to za związek. No i jeszcze nie wiadomo, czy gwiazda jest chętna.

No bo jak w tym starym obleśnym dowcipie: „Nawet jakbym się zamieniła w piłę mechaniczną to i tak wszystkich nie przerżnę” … ha, ha, ha.

Wiec po co ta panika.

Narratorka z pierwszą myślą chciała zadzwonić do swojego partnera. Jakie to nieostrożne. No bo facet zostawiony na dłuższy czas sam, ma więcej możliwości na skok w bok, niż facet pod opieką, choćby codziennie oglądający gwiazdy, nota bene wcale nie zainteresowane jego osobą.

To takie wesołe przemyślenia. Ale w kontekście tego wiersza, zawsze przychodzi mi na myśl pewna konkluzja. Myślę o rozrywkowych imprezach masowych, na przykład typu wesele. Kiedyś każdy bawił się z każdym. Mogło być wielu singli i mogli oni tańczyć do upadłego, albowiem panowie nie pozwalali, żeby jakakolwiek kobieta przesiedziała imprezę.

Dziś jest inaczej. Musi być para, nawet jakby było trzeba osoby towarzyszącej szukać na towarzyskich portalach. Każda kobieta pilnuje swojego faceta, żeby czasem jakaś samotna kobieta go nie ugryzła. No bo byłby wtedy niekompletny. Pilnowanie jest nawet wtedy, gdy facet jest wyjątkowo paszteciarski i normalna kobieta by go nawet osr…m patykiem nie tkneła, nawet w stanie skrajnego upojenia alkoholowego…

No ale pilnować trzeba.

Jestem wrażliwa na temat bo ostatnimi czasy mój mąż nie towarzyszy mi na weselach w mojej rodzinie. Co w sumie sobie bardzo chwalę, bo mi odchodzi zżymanie się na przeróżne popisy wyżej wymienionego.

Inna sprawa, że NIKT mi się nie podoba aż tak, żebym musiała snuć jakieś wizje. I dlatego to wszystko, te zwyczaje, te obawy, ten wiersz wydają mi się tak zabawne, że za każdym razem ogarnia mnie wesołość.

 

 

Szybko urodzony wiersz.

Poetą się bywa  podobno. Noblistka powiedziała kiedyś, że pisze zaledwie kilka dobrych wierszy w roku. Nie wiem czy mój jest dobry, bo na PP czekał tylko kilka godzin mimo, że w kolejce czeka się zazwyczaj 3-6 dni. Pewnie się komuś z redakcji spodobał ;)

Nawet nie zdążyłam go dobrze wygładzić, bo zazwyczaj robię to w czasie oczekiwania, by zaraz po publikacji go poprawić. :)

 

Samotność

Nie zostawiaj mnie samej na cały dzień

z myciem zębów,  łyżeczek i ze szczotką do zamiatania.

Godziny bez planu same ustawiają się za sobą

i żadna z nich nie daruje lekceważenia.

Czuję obecność złego ducha

Który bardzo się stara

Stoi w kącie, potem w drugim, potem w trzecim,

a uśmiech nie znika.

Zabija mnie uprzejmością.

Nawet nie próbuj dzwonić  ani przejeżdżać obok.

Wytrącę się z równowagi jak cukier z przesłodzonej herbaty,

osiadający płynnym diamentem na dnie szklanki.

Nie wyobrażam sobie jutra ani nawet dzisiejszej nocy.

Czas zgęstniał i coraz trudniej w nim zamieszać.

 

Coś mi nie gra w tym środkowym wersie o kątach. Poczekam może na komentarze, może ktoś mi cos podpowie…