Sama w wielkim mieście, w małym mieście, na wsi i w domu.

Dawno nie pisałam, wiem. Mało tego, zastanawiam się, czy nie mając nic do powiedzenia, sensownym jest ubierać ten fakt w słowa.

Świat jest nieprzyjazny, ale to  nie jest najgorsze, albowiem boli nieprzyjazność bliższych sfer. Czasem więcej zainteresowania i zrozumienia dostarczy ci obca osoba. Nie bliska.

A właściwie dlaczego znów zaczynam się użalać? Po co to? Widać już tak będzie. Nie cierpię tekstów, że wszystko ode mnie zależy.

Nie cierpię generalizowania i oceniania. Ale czasem generalizuję i oceniam.

Śmieszy mnie walka płci i wzajemne najeżdżanie na siebie, podczas gdy można z wyboru żyć w celibacie.

Śmieszą mnie osoby, które uważają, że wiedzą wszystko i z góry tej swojej zajebistości oceniają drugiego operując schematami, które jak im się przyjrzeć, są wyjątkowo debilne.

Nie daję się wciągać w netowe pyskówki na powyższe tematy. Dlatego nie mam stalkerów. Jakby co to daję im się wygadać. I to wszystko. Zlewam,zlewam, zlewam.

Będę marzyć o normalności, nawet jakby tylko tak miał wyglądać RAJ po śmierci. Nie wiem co mam robić, żeby osiągnąć ten stan za życia.

Właściwie jest już jakiś przebłysk. Chyba choroba ustępuje. Wyniki mam idealne, bez żadnych, nawet małych stanów zapalnych. Czy to jej taki urok, czy mój sposób odżywiania? Nie wiem, ale cieszę się.

Jutro mam wielką jak dla mnie próbę. Sama w obcym mieście. Taka sytuacja to bardzo często treść moich koszmarów sennych. Wiec najpierw wpadłam w panikę, gdy okazało się, że nie ma kto ze mną jechać. Ale potem pomyślałam: zmierzę się z tym. Ha ha.  Jeżeli tutaj nie polegnę to znaczy, że gdzie indziej też powinnam sobie dać radę.

Co do kreatywności… Chciałabym, żebyś był moją MUZĄ.  ❤