Urodziny … kolejne. Bez paniki ;)

Dzień moich urodzin jest szary i deszczowy. Czasem wydaje mi się, że świat zawsze jest taki. Tylko od czasu do czasu wpada w niego promień słońca i dzięki temu a zwłaszcza dzięki pamięci o tym, nie rezygnujemy zbyt wcześnie z życia. Bo może za dwa dni będzie lepiej… Znów zobaczymy ten promień. A nawet jak nie promień, to wyraźne, mocne wspomnienie o nim.

W dniu urodzin, nie mogłam dokończyć wpisu. Zerwał się potężny wiatr. Podobno orkan. Miał też swoje imię. Lubię sobie wieczorkiem posiedzieć i popisać, ale tym razem obawiałam się, że wiatr wepchnie okno do wewnątrz i wszystko zatrzyma się na moim laptopie.

Więc zgasiłam światło i zagrzebałam się w puchowej kołdrze. Puchową kołdrę miałam przez całe lato. Co ja zrobię, że ciągle mi zimno… Już dawno przestałam się rozczulać nad swoją chorobą. Nawet w tej chwili, gdy obserwuję nawrót, dochodzę do wniosku, ze inni maja o wiele gorzej. U mnie jeszcze można mieć nadzieję, że w każdym momencie nastąpi polepszenie. Nawet jak od kilku dni czuje jak płuca mnie fizycznie bolą.

No i za tydzień znów kontrola w Instytucie Pulmonologii. Jak ten czas leci. Dopiero się cieszyłam, że mam pół roku spokoju. Ale cóż, już się nie boję obcego miasta. Nie boję się samotnego spaceru po wielkim mieście. Ten strach był niepoważny.

Niby mało się zmienia, jednak cała się zmieniam. Już mnie tak nie przeraża przemijanie. O ile kiedykolwiek mnie przerażało. Na pewno jednak czułam żal i jakiegoś rodzaju nostalgię. Ale po co to było?

Dziś z pewna ekscytacją podchodzę do przyszłości. Przypomina to pierwszą ciążę i ekscytującą ciekawość, jak to będzie być matką. I ciekawość jakie będzie moje dziecko.

Akurat w tym przypadku nie czuję się zawiedziona, wręcz przeciwnie. Cały czas jestem szczęśliwa i spełniona i co najważniejsze – NIZAWIEDZIONA.

Tak więc nie ma powodu do obaw, że przyszłość będzie nieciekawa. Niby z jakiego powodu? Że mam tyle i tyle lat? Rocznica urodzin prawie okrągła a ja twierdzę, że jednak tylko symetryczna.

Za dużo widziałam dwudziestolatek które już wegetowały i z drugiej strony sporo osób starszych ode mnie, które ŻYŁY.

Aha, i jeszcze coroczny prezent od opatrzności na urodziny…

W zeszłym roku miałam trudności z określeniem co to było. Ale w tym roku wiem co to jest.

 

 

 

Dzień środkowy.

Dawno nie pisałam. Ale dziś jest dzień środkowy, więc nie mogę przepuścić takiej okazji. Dzień środkowy wymyśliłam w dzieciństwie i oznacza on dokładnie czwarty październik, czyli dzień między imieninami a urodzinami.

Po czasie przestałam obchodzić imieniny a teraz okazuje się, że chyba też przestane świętować urodziny, no bo po co i dlaczego. W sumie jak to powiedziała śp. Maria Czubaszek, kobieta powinna raz ustalić ile ma lat a potem się tego trzymać.

Właściwie to obce mi są problemy dotyczące mojego wieku. Za to mam inne. I to sporo.

Sprawy spadkowe się po prostu niektórym osobom „rozłażą”. No bo co można załatwić, skoro nie ma kiedy, bo picie ważniejsze. Na dodatek niektórzy się opierają i mój ojciec sprawia wrażenie grającego na zwłokę ( „a nuż zmieni w końcu zdanie i się zrzeknie swojej części…”). No to sobie czekaj, w sumie masz sporo czasu do setki, całe dziewiętnaście lat.

No i po co było się tak denerwować? Niby zawsze uważałam, że ludzie stosujący zasadę „f**k it” żyją lepiej bo bezstresowo, ale i tak zawsze się ekscytuję ponad normę.

Urodziny powinny być jakimś momentem do analizy ostatniego roku. Niestety u mnie jej nie będzie. Był niepodobny do niczego. Nie narzekam, bo pewnie bywają gorsze. Było kilka dobrych momentów, ale jednak więcej stresów i nerwówki.

W horoskopach podsyłanych mi przez B. stoi, że będą jakieś nowe, ciekawe znajomości. A ja tymczasem wolałabym te stare. Jaka ja nigdy niezadowolona.  ;-)

Wypadałoby pokwękać na brak kasy… David Garrett gra w grudniu w Łodzi… no oczywiście to dla mnie nieosiągalnie. Finansowo i logistycznie. Z imprez to mogę liczyć na konkurs jednego wiersza rozpisany przez tutejsze centrum kultury. A i tak nie ma pewności, że się załapię na galę wyróżnionych  8-)

Tak więc z okazji jutrzejszego święta, życzę sobie więcej luzu i obojętnego stosunku do pewnych spraw, które nie zasługują na moje nerwy.