Dzień środkowy.

Dawno nie pisałam. Ale dziś jest dzień środkowy, więc nie mogę przepuścić takiej okazji. Dzień środkowy wymyśliłam w dzieciństwie i oznacza on dokładnie czwarty październik, czyli dzień między imieninami a urodzinami.

Po czasie przestałam obchodzić imieniny a teraz okazuje się, że chyba też przestane świętować urodziny, no bo po co i dlaczego. W sumie jak to powiedziała śp. Maria Czubaszek, kobieta powinna raz ustalić ile ma lat a potem się tego trzymać.

Właściwie to obce mi są problemy dotyczące mojego wieku. Za to mam inne. I to sporo.

Sprawy spadkowe się po prostu niektórym osobom „rozłażą”. No bo co można załatwić, skoro nie ma kiedy, bo picie ważniejsze. Na dodatek niektórzy się opierają i mój ojciec sprawia wrażenie grającego na zwłokę ( „a nuż zmieni w końcu zdanie i się zrzeknie swojej części…”). No to sobie czekaj, w sumie masz sporo czasu do setki, całe dziewiętnaście lat.

No i po co było się tak denerwować? Niby zawsze uważałam, że ludzie stosujący zasadę „f**k it” żyją lepiej bo bezstresowo, ale i tak zawsze się ekscytuję ponad normę.

Urodziny powinny być jakimś momentem do analizy ostatniego roku. Niestety u mnie jej nie będzie. Był niepodobny do niczego. Nie narzekam, bo pewnie bywają gorsze. Było kilka dobrych momentów, ale jednak więcej stresów i nerwówki.

W horoskopach podsyłanych mi przez B. stoi, że będą jakieś nowe, ciekawe znajomości. A ja tymczasem wolałabym te stare. Jaka ja nigdy niezadowolona.  ;-)

Wypadałoby pokwękać na brak kasy… David Garrett gra w grudniu w Łodzi… no oczywiście to dla mnie nieosiągalnie. Finansowo i logistycznie. Z imprez to mogę liczyć na konkurs jednego wiersza rozpisany przez tutejsze centrum kultury. A i tak nie ma pewności, że się załapię na galę wyróżnionych  8-)

Tak więc z okazji jutrzejszego święta, życzę sobie więcej luzu i obojętnego stosunku do pewnych spraw, które nie zasługują na moje nerwy.