Dziękować i bić pokłony.

Nagle, nie wiadomo skąd, poczułam się całkiem dobrze. Podobno nie ma RZS, jest tylko zapalenie stawu w przebiegu sarkoidozy. Po lekach mogę w miarę dobrze chodzić. Jak niewiele do szczęścia człowiekowi potrzeba.

Przytyłam kilogram, wcale tego nie chciałam ale widzę, że wyglądam lepiej na twarzy. W ogóle bardziej zaczynam się lubić i to sprawia, że dobrze się ze sobą czuję.

Ale przecież nie może być wiecznie dobrze. Akurat mój ojciec po dwóch miesiącach operacji na jelicie znów zaczął ostro pić. Znów wydzwania do mnie i wyzywa. Tyle, że teraz mi to lata koło odwłoka. Nie mam zamiaru znów się dołować, przeżywać wszystkiego i pogrążać się w nowych dolegliwościach. Wystarczy.

Oczywiście według pewnej szacownej komisji, mój ojciec nie jest alkoholikiem, no to co ja mogę. Pewnie jest smakoszem. A niech będzie. Skoro nie jest ubezwłasnowolniony, bo nie ma do tego podstaw to znaczy, że ma wolną wolę i chce jakoś w miarę szybko zakończyć zwój żywot.

Swoja drogą to bardzo niesprawiedliwe. Mieć takie zdrowie i nie szanować go bezkarnie przez tyle lat. Inni zachowują się fair w stosunku do własnego organizmu i mają o wiele mniej szczęścia. No ale kto powiedział, że świat jest sprawiedliwy?

Doszłam do wniosku, że otaczają mnie męskie france. Wyłączając mojego syna i zięcia, ale pewnie dlatego, że to młodzi ludzie. ;)

Nawet miałam zakusy, żeby kogoś uznać za osobowość która jest w porządku. Coś mi jednak mówiło, żebym się specjalnie nie entuzjazmowała. Wtedy uznałam, że mam już obsesję, że jestem przewrażliwioną, zbzikowaną dewotką. I co?

Ano nic. Intuicja miała rację. Wystarczyło jedno zdanie pytające. I wszystko wyszło na wierzch. Jak to mówił mój kolega z lat szkolnych: ” Nie polegaj na pierwszym wrażeniu. Zazwyczaj całe g….o  wypływa później”.

No i jeszcze jedna sprawa. Wszyscy oni uważają, że mam być za wszystko im wdzięczna. Ale nie tylko wdzięczna, ale cały czas mam dziękować. Ojciec za to, że mnie wychował, za to że się starał. Pan mąż za to, że mnie utrzymuje, za to że od czasu do czasu coś kupi dla domu. Że mogę sobie kupić ciucha w lumpie, że mam internet, światło i wodę…  O co tu chodzi, nie mam pojęcia. Mnie jakoś nikt nie podziękował za pewne sprawy. Nie będę wyliczać za co, bo by wyszło, że mi się rozchodzi.

A mnie się już o nic nie rozchodzi. Chciała bym mieć spokój i w pełni nie przejmować się tym, czym nie warto.

No i zauważyłam też, że tych dwóch osobników, z natury bliskich a dalekich jak Pas Oriona, bardzo się wkurza jak widzą, że mam wywalone na pewne sprawy. O co tu chodzi? O władzę nad drugim człowiekiem? No to niech do cholery zainwestują w osobistego psa. Ten, WYTRESOWANY  zawsze się podporządkuje, bo kot to już niekoniecznie.