Tak wygląda koniec?

Koniec wszelkiej nadziei aby żyć tak ja chcę. Dół w którym nie mogę pisać, nie mogę nawet czytać, tylko rozmyślam jakim trzeba być człowiekiem, żeby skrzywdzić drugiego człowieka. W tym wypadku swoje dzieci.

Tu nie trzeba szukać diabła z otchłani. Diabeł jest na miejscu.

Skrótem mówiąc, zostałam wydziedziczona a wszystko będzie mojemu mężowi. Oczywiście to ma być mojemu dziecku. Jednemu a mam ich troje. Ale faktycznie lżej będzie mojemu mężowi, bo będzie miał już lżej z dziećmi. Ze mną ma bardzo lekko, tak jak by mnie nie było, bo specjalnie na mnie nie łoży.

Mogę sądzić się jak mój brat… ale wiadomo jaka by była atmosfera w domu. Już dostałam czytelny przekaz, że dostane te kasę ale sobie z nią pójdę.

Oczywiście nie ma takiego prawa, żeby mnie wygonić (chociaż wszyscy, nie wyłączając mojego ojca o tym marzą) ale wiem co ten człowiek potrafi i przy mojej chorobie to by oznaczało mój rychły zgon.

A już tak dobrze się czułam…

Nawet wysądzając procenty, niewiele sobie polepszę, bo wartość została celowo zaniżona do wręcz śmiesznej kwoty. Mój brat też niewiele sobie polepszy chyba, że ma łebskiego prawnika.

Chamy nie biorą pod uwagę, że coś nam się nam należy po matce, tylko zalecają nam wziąć sie do roboty. Ludzie przed 60 tką, którym zagraża renta zabiorą się za robotę.

W tej chwili myślę, że najbardziej realna dla mnie będzie renta od psychiatry.