Sama w wielkim mieście, w małym mieście, na wsi i w domu.

Dawno nie pisałam, wiem. Mało tego, zastanawiam się, czy nie mając nic do powiedzenia, sensownym jest ubierać ten fakt w słowa.

Świat jest nieprzyjazny, ale to  nie jest najgorsze, albowiem boli nieprzyjazność bliższych sfer. Czasem więcej zainteresowania i zrozumienia dostarczy ci obca osoba. Nie bliska.

A właściwie dlaczego znów zaczynam się użalać? Po co to? Widać już tak będzie. Nie cierpię tekstów, że wszystko ode mnie zależy.

Nie cierpię generalizowania i oceniania. Ale czasem generalizuję i oceniam.

Śmieszy mnie walka płci i wzajemne najeżdżanie na siebie, podczas gdy można z wyboru żyć w celibacie.

Śmieszą mnie osoby, które uważają, że wiedzą wszystko i z góry tej swojej zajebistości oceniają drugiego operując schematami, które jak im się przyjrzeć, są wyjątkowo debilne.

Nie daję się wciągać w netowe pyskówki na powyższe tematy. Dlatego nie mam stalkerów. Jakby co to daję im się wygadać. I to wszystko. Zlewam,zlewam, zlewam.

Będę marzyć o normalności, nawet jakby tylko tak miał wyglądać RAJ po śmierci. Nie wiem co mam robić, żeby osiągnąć ten stan za życia.

Właściwie jest już jakiś przebłysk. Chyba choroba ustępuje. Wyniki mam idealne, bez żadnych, nawet małych stanów zapalnych. Czy to jej taki urok, czy mój sposób odżywiania? Nie wiem, ale cieszę się.

Jutro mam wielką jak dla mnie próbę. Sama w obcym mieście. Taka sytuacja to bardzo często treść moich koszmarów sennych. Wiec najpierw wpadłam w panikę, gdy okazało się, że nie ma kto ze mną jechać. Ale potem pomyślałam: zmierzę się z tym. Ha ha.  Jeżeli tutaj nie polegnę to znaczy, że gdzie indziej też powinnam sobie dać radę.

Co do kreatywności… Chciałabym, żebyś był moją MUZĄ.  ❤

Tęskniąc nie wiadomo za czym. Albo wiadomo.

Na portalu gdzie zamieszczam moje wypociny, już poszufladkowali twórczość. Jest dolna półka i górna półka. Tak samo dla prozy jak też dla poezji. Szkoda, że nie ma bezdennej szuflady i zakurzonego miejsca pod szafą wraz ze śmieciami i kudłami z kurzu. Moje wiersze trafiają raz wyżej, raz niżej. Trochę chce mi się śmiać, bo nie rozumiem zasad, według których następuje ten rozdział.

Ja w sumie nie oczekuję uznania po tamtejszych czytelnikach. Tylko wydawało mi się, że mogę czasami czegoś nowego się nauczyć. Nie zależy mi też na wydawaniu tomików, albowiem nie chcę sławy a kasy też nie, bo na poezji jeszcze nikt w naszym kraju się nie wzbogacił. To nie Ameryka. :D

Powinnam to robić dla siebie. Obiecałam konkursowy wiersz i oto on:

 

TĘSKNIĄC ZA MEDIOLANEM

 

nie wie dlaczego wciąż jest tutaj a nie tam

wszystko miało być tylko na chwilę

 

w kolejne Boże Narodzenia

przysięga sobie i tym samym ścianom

że to już ostatni raz

ale jest zanurzona po szyję

podobna do posągu z Wyspy Wielkanocnej

 

myśli że pory roku ustawiają się w koło

ona wędruje po okręgu

a naprawdę to spirala

która niemiłosiernie wypycha w przód

 

każda wiosna to odbudowa świata

przeźroczystym niebem

samoloty uciekają na południe

lato jest błogim nicnierobieniem

jeszcze nie jest późno

jesień przychodzi z wyrzutami sumienia

z powodu straconego czasu

zima jest oczekiwaniem

dzień w którym dowie się na co

będzie wielkim

 

prawie nigdy nie gotuje obiadu

tylko patrzy na powtarzalność

która bywa wzorem na tkaninie

 

już nie chce kota

one ciągle gdzieś przepadają

chodzą własnymi ścieżkami

w końcu nastają dni gdy nie przychodzą wcale

zresztą nie potrafi już znieść

wizyt weterynarza o południowym typie dojrzałej męskiej urody

zawsze potem choruje

kilka dni wyjętych z życia

 

gdyby wiedział jak jest blisko

 

powinna uciekać

przed strachem

że nikt nie obejmie i nie przytuli

gdy będzie trudniej

trzymać igłę w palcach

 

ale myśli o ciszy takiej

co dzwoni w uszach najpiękniejszą melodią

zimowy poranek z zamglonym lasem i daleką białą nitką nad horyzontem

to dopiero preludium

 

tymczasem jedwabie się niecierpliwią

pomrukują z rozkoszy gdy przesuwa ręką po grzbietach beli

w sklepie bławatnym

 

jak zwykle rozciąga mapę plątaninę kresek

coraz więcej skupienia aby znaleźć właściwą ścieżkę

od chwili gdy odezwą się nożyce

praktycznie nie ma odwrotu

 

chciała nosić ich miniaturkę

na złotym łańcuchu

wychodzić na koniec pokazu

 

czasem myśli kiedy pęknie nić

łącząca dłonie z sercem

 

kolejny wschód słońca ratuje życie

 * 

 

Zamieściłam tam oczywiście po całym tym konkursie, gdzie wiersz poległ. Ale jak za każdym razem uczy mnie życie – zawsze są lepsi. Ale czym się tu przejmować? Wcale nie muszę być najlepsza… Nie mam takiej potrzeby.

Na tym portalu zaraz musiałam tłumaczyć, że to nie jest konkretnie o tym włoskim mieście. To sprawa umowna. To jest rzecz o wielkim niespełnieniu. Czegokolwiek ono by miało dotyczyć. Może też o samotności… Ale też o jakiejś pasji, która nadaje trochę sensu. I co tu dalej tłumaczyć?

Przemoc ekonomiczna.

Wczoraj był ten wyczekiwany przeze mnie pierwszy śnieg. Złapałam trochę werwy, zaczęłam jakoś ściślej myśleć, dopadła mnie jakaś przyjemna energia. Znów wertowałam Sieć. Trafiłam na strony o przemocy w rodzinie. Jakież to mi bliskie. Potem przeczytałam o przemocy ekonomicznej. Oczywiście JESTEM jej ofiarą. Wiem to na pewno po teście. A  i tak sporne punkty przyjęłam za tym, że nie jestem. Jednak z tego co zostało wyszło jak wyszło.

Komukolwiek nie mówię o przemocy ekonomicznej, to ten ktoś traktuje to jako dobry żart. Wszyscy się śmieją  w nos… Bo jaka to ja jestem dowcipna. Ech, w ogóle wesołek ze mnie…

Mnie jednak nie jest do śmiechu. Jestem z tym SAMA. Nikt mnie nie rozumie.

Co bardziej błyskotliwi mówią: Idź do pracy.

Tak jest, już pędzę. Pomijając inne sprawy, to ręka zaczyna mnie boleć przy zwyczajnym praniu, czy myciu garów. O zagniataniu ciasta w ogóle nie wspomnę. Nie zawsze się da zagonić młodzież. Albo się strasznie uczą, albo śpią, albo oglądają mądre seriale.

Ale w moim wieku NIKT mnie nie zatrudni. Za duża przerwa. W pewnym momencie doszło do wmanewrowania mnie w inne działania. Jaka ja byłam głupia. Pozwalałam na przemoc psychiczną. Pewnie nadal jestem głupia.

Nie mam już siły, znów mam ochotę zniknąć.

Terapia? U nas? Żeby dojechać do ŚCIK to muszę najpierw jechać za 3,50 i potem za 3 jeszcze na północny wschód miasta to razy dwa oczywiście, bo trzeba wrócić. Niby 13 zeta to nie pieniądze, ale dla mnie tonik do twarzy ze średniej półki to poważna inwestycja.

Wpadło mi trochę kasy z chorobowego rolniczego. Udało mi się też sprzedać pewien sprzęt niegdyś grający. Taki z lat 80 tych. Są tacy co to lubią. Na moje szczęście.

Ale teraz się trzęsę, żeby mi ta kasa nie zniknęła. Kupiłam sobie tylko buty i czapkę, za którą i tak zostałam skrytykowana. Bo pudrowy róż nie pasuje starej babie. Bo widać ją z daleka hehe. To może dobrze, że widać. Przecież każdy w tym wieku narzeka na przeźroczystość.

Nów nie spałam połowę nocy, ale zamiast przesyłać kolorowe sny, to planowałam następny krok. I jak zwykle do niczego nie doszłam.

Z paniką myślę o tym całym świąteczno-noworocznym cyrku. Jak to przetrwać?