Tak wygląda koniec?

Koniec wszelkiej nadziei aby żyć tak ja chcę. Dół w którym nie mogę pisać, nie mogę nawet czytać, tylko rozmyślam jakim trzeba być człowiekiem, żeby skrzywdzić drugiego człowieka. W tym wypadku swoje dzieci.

Tu nie trzeba szukać diabła z otchłani. Diabeł jest na miejscu.

Skrótem mówiąc, zostałam wydziedziczona a wszystko będzie mojemu mężowi. Oczywiście to ma być mojemu dziecku. Jednemu a mam ich troje. Ale faktycznie lżej będzie mojemu mężowi, bo będzie miał już lżej z dziećmi. Ze mną ma bardzo lekko, tak jak by mnie nie było, bo specjalnie na mnie nie łoży.

Mogę sądzić się jak mój brat… ale wiadomo jaka by była atmosfera w domu. Już dostałam czytelny przekaz, że dostane te kasę ale sobie z nią pójdę.

Oczywiście nie ma takiego prawa, żeby mnie wygonić (chociaż wszyscy, nie wyłączając mojego ojca o tym marzą) ale wiem co ten człowiek potrafi i przy mojej chorobie to by oznaczało mój rychły zgon.

A już tak dobrze się czułam…

Nawet wysądzając procenty, niewiele sobie polepszę, bo wartość została celowo zaniżona do wręcz śmiesznej kwoty. Mój brat też niewiele sobie polepszy chyba, że ma łebskiego prawnika.

Chamy nie biorą pod uwagę, że coś nam się nam należy po matce, tylko zalecają nam wziąć sie do roboty. Ludzie przed 60 tką, którym zagraża renta zabiorą się za robotę.

W tej chwili myślę, że najbardziej realna dla mnie będzie renta od psychiatry.

Moja zmasowana terapia.

To nie jest taka prosta sprawa dostać się do szpitala na badania. Nie mam bliskich znajomych, może jacyś by się tam znaleźli, ale czekałam tyle, poczekam tez miesiąc. Masakra. Jeżeli to faktycznie jest sarkoidoza, to takie czekanie niewiele zmienia. Gorzej jak coś poważniejszego, wtedy sytuacja nie byłaby najlepsza. Ale cóż, wiadomo komu składać dzięki za taki system naszej służby zdrowia. Może powinnam to napisać dużą literą, ale może niech tak zostanie.

Osobne podziękowania należą się mojemu ojcu. Za to, że jestem DDA, za ciągłe przysparzanie mi stresów i traumy, za gnojenie i poniżanie. Za ustawiczne pomniejszanie mojego poczucia własnej wartości. Choroby autoimmunologiczne biorą się ze stresu i nikt mi nie powie, że złapałam to z powietrza albo przez pocałunek. ;)

I niech nikt mi nie mówi, że on mnie kocha i domaga się mojej uwagi i przytulenia. Bo nigdy, nigdy tego nie zrobił, a wręcz pierwsze co pamiętam, to był mocny klaps na dupie, gdzie jego ręka odbiła mi się na całej szerokości pośladków, co świadczy o tym, że byłam wtedy bardzo mała. Po prostu zostawił mnie przy domu, a sam poszedł do swojego brata gdzie zazwyczaj pili. Chciałam za nim biec i tak mnie zatrzymał.

Nigdy, przenigdy nie powiedział, że mnie kocha, za to mówi po pijaku takie rzeczy mojej córce. Mojej córce chcę też zapisać swoją część majątku, czyli większość działki i stary dom, który ma przeszło pół wieku, ale też nie jest za dobrze utrzymany. Oczywiście cały czas myśli, że zapisze CAŁOŚĆ, bo jakoś do niego nie dociera, że mama według prawa ma jeszcze innych spadkobierców.

Zresztą powiedział mi, że NIC mi się od niego już nie należy, więc niech mnie pocałuje w trepy. Mam na razie z czego żyć. Zdrowie najważniejsze. Niestety zmiany wyszły mi już na gardło i podniebienie. No ale muszę czekać. Jak mnie zacznie dusić to może… ale to nic pewnego, sprawa ulegnie przyśpieszeniu.

Dlatego też bardzo ważny jest spokój i brak większych awantur. Dlatego też nie mogę pozwolić na dalsze wyzywania. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie, nawet zdrowy.

Przeczytałam kiedyś, że tutaj po kimś „pojechałam” i to kogoś zniesmaczyło. A dlaczego mam po kimś nie jechać, jeżeli na to w pełni zasługuje? A nawet zasługuje na porządne skopanie dupy. Przez wiele lat byłam grzeczna, nic nikomu złego nie powiedziałam, zawsze starałam się nie urazić. I co wyszło? Przede wszystkim ja wyszłam na kogoś słabego, któremu można bezkarnie dokopać od czasu do czasu. Niestety są ludzie, którzy tylko rozglądają się komu by tu dowalić i wybierają tych, co do których maja pewność, że nie będą się bronić. Czasem tylko ta pewność ich zawodzi. Ewentualnie atakowany traci cierpliwość i zamiast stulić uszy i się bać, to odpowiada zdwojoną agresją.

Dlaczego też mam nie jechać po pewnym idiocie, gdzie MOIM zdaniem on jest złym i fałszywym człowiekiem, traktującym ludzi instrumentalnie. Ludzi dla niego dzielą się na tych, którzy przyłożą się materialnie do realizacji marzeń o nowym aucie w cenie średniego domku i na tych którzy (które) pomogą mu zrealizować chore wizje na temat wyuzdanych, grupowych kontaktów erotycznych.

Co do ostatnich jego marzeń to mam spore wątpliwości. Albowiem Facet przeszedł sporą przemianę wizualną. Takie gwałtowne dosyć schudnięcie, oczywiście za sprawą produktów które sprzedaje. Ileś tam kilogramów w ileś tam dni. Po prostu horror dla organizmu. Oczywiście zebrał wiele zachwytów netowych i podobno na żywo też. Może ja faktycznie lubię wielkich misiaków i dlatego dostaje mdłości z obrzydzenia jak patrze na jego dokumentację fotograficzną. Ale dodatkowo jak patrze na jego twarz to widzę, i to już staram się być obiektywna, no widzę po prostu człowieka, który się postarzał o 10 lat. W ciągu tych paru tygodni czy miesięcy. No ale cóż wiem, że są różne gusta i upodobania i moje nie muszą być jedynie słuszne.

Tak wiec będę jechać po kim mi się będzie podobało, to rodzaj terapii. Zwłaszcza, że według wszelkiego prawdopodobieństwa osoby te nie przeczytają tych tekstów. A nawet jak by przeczytały to nic, bo to wszystko prawda.

Pozdrowienia dla Anki, przepraszam, że nie ma tu nic o Tobie. Ale nic straconego, ciągle szukam ciekawych tematów. ;)

Pozdrowienia dla osoby, która przypisała mi „galopujący egoizm”. Bardzo mi się spodobało to wyrażenie. Albowiem całe altruistyczne życie mi się już przejadło i pragnęłabym czegoś innego zwłaszcza, że tego życia już mi nie za dużo zostało. Dlatego chciałam je wykorzystać dla swoich własnych przyjemności. Słabo mi to na razie wychodzi ale staram się.  :)

Czuję się lepiej.

Jak mnie wkurwiają takie akcje i mowy typu należy się szacunek rodzicom, bo to twoi rodzice i inne pierdy. Oczywiście może takiemu rodzicowi, który na ten szacunek chociaż w części zasłużył. A w imię czego ja mam się poświęcać jako następna ofiara psychopaty to naprawdę nie wiem.

Moja choroba, która zaogniła się po nerwowych przeprawach, jakoś teraz odpuściła i mogę powiedzieć, że nie pamiętam kiedy tak dobrze się czułam, chociaż do idealnego samopoczucia jeszcze daleko.

Wystarczyło wyciągnąć wtyczkę telefonu ze ściany i nie szukać kontaktu. Jednak istnieją wampiry emocjonalne działające na wysokich obrotach. W tej chwili nie wiem jak mogłam wysłuchiwać tekstów podcinających mi skrzydła i to całe życie. Ostatnio królowały połajanki dotyczące mojego uzależnienia od komputera i życia w „nierzeczywistym świecie” i zapewnienia, że zginę i nie poradzę sobie…

A z czym niby mam sobie nie poradzić? Ze sprzątaniem i gotowaniem?

Były jeszcze inne cuda o których nie warto wspominać. Ale kiedy usłyszałam składankę wyzwisk, jakich nigdy na żywo nie słyszałam nawet u menela przy św.Tekli, to się ocknęłam.

A w imię czego ja mam to znosić?

I niech mi nikt nie mówi, że alkohol jest jakimś usprawiedliwieniem. Bo czy jak ja się nawalę i pójdę pobić sąsiada to mnie puszczą wolno?

Zresztą na trzeźwo nie było żadnej skruchy tylko dalsze pierdzielenie w temacie mojej niesprawności umysłowej i słowa: „nic się nie stało”.

Odizolowałam się od jebniętej koleżanki to i odseparuję się od psychicznego tatusia. Inne życie, słowo daje. Dopiero teraz widzę jaki świat jest piękny.

Psychopacie skończyły się ofiary. Raczej to on je wykończył. Teraz przyszła kolej na mnie. No raczej nie mogę sobie na to pozwolić, bo chcę jeszcze trochę pożyć.