Czuję się lepiej.

Jak mnie wkurwiają takie akcje i mowy typu należy się szacunek rodzicom, bo to twoi rodzice i inne pierdy. Oczywiście może takiemu rodzicowi, który na ten szacunek chociaż w części zasłużył. A w imię czego ja mam się poświęcać jako następna ofiara psychopaty to naprawdę nie wiem.

Moja choroba, która zaogniła się po nerwowych przeprawach, jakoś teraz odpuściła i mogę powiedzieć, że nie pamiętam kiedy tak dobrze się czułam, chociaż do idealnego samopoczucia jeszcze daleko.

Wystarczyło wyciągnąć wtyczkę telefonu ze ściany i nie szukać kontaktu. Jednak istnieją wampiry emocjonalne działające na wysokich obrotach. W tej chwili nie wiem jak mogłam wysłuchiwać tekstów podcinających mi skrzydła i to całe życie. Ostatnio królowały połajanki dotyczące mojego uzależnienia od komputera i życia w „nierzeczywistym świecie” i zapewnienia, że zginę i nie poradzę sobie…

A z czym niby mam sobie nie poradzić? Ze sprzątaniem i gotowaniem?

Były jeszcze inne cuda o których nie warto wspominać. Ale kiedy usłyszałam składankę wyzwisk, jakich nigdy na żywo nie słyszałam nawet u menela przy św.Tekli, to się ocknęłam.

A w imię czego ja mam to znosić?

I niech mi nikt nie mówi, że alkohol jest jakimś usprawiedliwieniem. Bo czy jak ja się nawalę i pójdę pobić sąsiada to mnie puszczą wolno?

Zresztą na trzeźwo nie było żadnej skruchy tylko dalsze pierdzielenie w temacie mojej niesprawności umysłowej i słowa: „nic się nie stało”.

Odizolowałam się od jebniętej koleżanki to i odseparuję się od psychicznego tatusia. Inne życie, słowo daje. Dopiero teraz widzę jaki świat jest piękny.

Psychopacie skończyły się ofiary. Raczej to on je wykończył. Teraz przyszła kolej na mnie. No raczej nie mogę sobie na to pozwolić, bo chcę jeszcze trochę pożyć.