Eksperyment prawie socjologiczny ;)

 

 Byłam nieuczciwa. Może nawet popełniłam przestępstwo. Po prostu przez chwilę udawałam kogoś innego. Posłużyłam się zdjęciem modelki zza siedmiu mórz. Ale co właściwie chciałam udowodnić? Tylko to, że atrakcyjniejsi mają powodzenie. Epokowe odkrycie doprawdy. Jeszcze ciekawsze jest to, że atrakcyjniejszym osobom chętniej przypisuje się przymioty takie jak wysoka inteligencja czy pozytywny charakter i wysokie poczucie moralności. A jeden filozof nawet rzucił w powietrze pytanie, czy wnętrze też jest takie doskonałe. Odpowiedziałam zaczepnie, że wnętrze nikogo nie obchodzi, co najwyżej internistę i chirurga. Koleś nie podjął dyskusji, widocznie pytanie było faktycznie tylko rzucone w powietrze.

Gdy juz zaczeło się robić głupkowato, zamieniłam fote modelki na fote z wiocha.pl, oczywiście obcinajac logo. Wszystko było z nim w porządku, poza tym, że pani, nota bene dosyc do mnie podobna, była troche rozchełstana. Ale tylko troche. I miała botoks albo pusch-upy. I nadal miałam szalone powodzenie, aż sama sie zdziwiłam. No po prostu chyba nie byłabym samotna jakis czas. Jakis czas. Właśnie, jaki? Nieważne, w sumei to nie o to chodziło.

Jeszcze mi sie nasuneła myśl, że ja na FB mam portrety od kołnierzyka po czubek fryzury mniej wiecej i może dlatego sporo tracę. Ha ha ha.

Tak więc eksperyment socjologiczny tylko potwierdził to, co juz i tak wszyscy wiedzą.

Zastanawiam się tylko dlaczego coś tak głupiego przyszło mi do głowy. Przecież już dawno miałam wyrobiony pogląd na ten stan rzeczy, na proporcje ludzi normalnych do ludzi trochę innych…

Może dlatego, że w jakiś sposób przeżywam spadek mojej atrakcyjności. Choroba nie tylko powoduje, że nie mam sił. Choroba także powoduje moje drastyczne brzydactwo. Czasem mi się wydaje, że jestem przezroczysta. A całkiem niedawno było co innego. I to nie mówię o okolicach mojej trzydziestki. To było nawet rok temu, a napewno dwa lata temu.

Nawet jak schudnę, co już poważnie zamierzam, to chyba zostanie mi jędzowata twarz. Takie mam problemy hehe. Zespół paniki zamykajacych się drzwi. Ha ha.

Ale przecież nie czuje niechęci do atrakcyjniejszych i młodszych kobiet… Nie ubieram się jak nastolatka… Aha i nie prowokuję erotycznie młodszych mężczyzn. No, co ja poradzę, że podobają mi się starsi. Tylko na ogół takim podobają się młodsze. Kurcze pokomplikowane to wszystko. Na walory mojego intelektu raczej nikt się nie złapie, z tej prostej przyczyny, że nikt nie chce dać szansy. No bardzo śmieszne.  Byłoby śmieszne, jakby nie było prawdziwe.

 Trochę za dużo tu uogólnień, wiem.

Żale i pretensje.

Jak ja nie lubię tych reklam, pokazujących zimowy odpoczynek. No bo nikt mnie tam nie zabrał. Nigdy. Wiadomo o kim myślę. Zabrał ktoś inny, ale było to jesienią. Śniegu pod nogami nie było, ale w górach był. Możliwe, że leży tam zawsze a przynajmniej przez pierwszą część roku.

Jeżeli zaistnieje niedobór i czarna dziura, to natura prędzej czy później znajdzie sposób na zapełnienie czarnej dziury. Ja tu nie mówię o kosmosie tylko o pustce, próżni.

A może dobrze, że nie było śniegu, przecież nie mam porządnych butów. Ech zaczyna się, prawda?  Dlatego mój pan mąż mnie traci i w końcu straci mnie zupełnie, bo ile czasu można być kimś drugiej kategorii? Ile można pogrywać w wojenkę i podchody?

Doszłam do wniosku, że zostało mi zbyt mało czasu na kolejną próbę i eksperyment. Trochę mojego zrywu, nie pozwolę na to, mam prawo za sobą, zrobię to i to. Po co straszyć? Będzie przez chwilę lepiej a za jakiś czas to samo gówno.

Pieprzyć to. Czasem najtwardszy materiał może się zmęczyć.

Inne sprawy też leżą. Wychodzi na to, że faceci mnie lekceważą. Wszyscy tylko patrzą żeby mnie skołować i wykorzystać do własnych celów, jakie by one nie były. Może się powinnam cieszyć, że w ogóle mnie zauważają? Pewnie ktoś powie, jak pozwalasz, tak masz. Sama nie wiem… Trzeba by się całe dnie kłócić, spierać i dochodzić. A święty spokój nie ma ceny.

Zauważyłam jednak, że oni wszyscy to pasztety i impotenci. O walorach intelektualnych nie wspomnę  :(

Zwykła kobieta popadłaby pewnie w jeszcze większe kompleksy. Jednak nie ja. Doszłam do wniosku, że teraz dla odmiany należy obrać inny cel. Faceta przystojnego, męskiego, inteligentnego z klasą. I tam uderzyć.

Jeszcze tylko ustalić GDZIE  i JAK.

Oczywiście nie działać tak, jak ci frustraci z PUA czy coś podobnego, którzy normalnie robią z siebie debili i nawet doprowadzają do  zarzutów o nękanie. (Ech, widziałam filmiki na YT, normalnie żenada i mielizna ale czasem kupa śmiechu. W każdym razie temat na oddzielny wpis).

Działać w miarę inteligentnie. Pamiętam Krystyna Kofta napisała nawet o tym książkę. Jednak co zrobić jak wiecznie siedzi się w domu? Właśnie, jakbym znała odpowiedź na to pytanie, to mogłabym się obłowić. Dosłownie i w przenośni.