Centrum interwencji kryzysowej pogłębia mój kryzys.

Może to nie jest tak do końca, jak w tytule, ale wszystko zaczęło się tam. Co prawda jest już inna nazwa tej placówki, w której występuje słowo „profilaktyka”. I tak się zastanawiam czego ta profilaktyka ma dotyczyć…

Chyba tego, żebym się nie poczuła zbyt dobrze.

Ale od początku.

Na skutek ogólnego rozstroju nerwowego, spowodowanego wyczynami mojego ojca, autentycznego alkoholika i psychopaty, udałam się tam, żeby odbyć parę rozmów z kimś mądrzejszym, żeby mi udowodnił, że to nie ja świruję. Po kilku rozmowach, doszłam do wniosku, że zgłoszę go na leczenie w odpowiedniej dla gminy komisji. Tak tez zrobiłam. Od tego faktu do czasu posiedzenie miałam jeszcze coś koło 3 przypadku bluzgów i wyzwisk. Po pijaku, ale potem okazało się, że to nic pewnego. :(

Posiedzenie komisji do spraw przeciwdziałania … alko…  ect.

Jak bym wiedziała, że będziemy tam razem siedzieć koło siebie, to miałabym w nosie cały ten cyrk, bo w sumie nich chcę się z nim spotykać. Ale nie wiedziałam, i znów po raz kolejny zostałam zmieszana z błotem i zgnojona, ale tym razem przy świadkach.

Ja odpowiadałam tylko na pytania i mówiłam prawdę. Za to wystąpienie tego wariata to było coś niesamowitego. Po pierwsze w ogóle nie pije. Czasem szklankę piwa… Na pytanie o incydent z przemocą domową powiedział, że po szklance piwa jego małżonka go zaatakowała a on się osłaniał łokciami i stąd te obrażenia u niej.

potem zaczął mnie atakować mówić niestworzone rzeczy na mój temat, w skrócie powiem, że nie byłam u niego od czasu śmieci mamy, nie ugotowałam mu ani razu zupy… (żeby mu to moje żarcie wożone w słoikach kością w gardle stanęło), że w domu popijam Martini schowane za zasłoną i gadam na gg z obcymi mężczyznami, Mam problemy psychiczne i wszystko u mnie zaczęło się gdy on chciał przepisać działkę moim dzieciom. (akurat tylko jednemu ale nie za bardzo może to przeprowadzić w świetle prawa).

Ja wszystko negowałam ale w spokojny sposób a on gadał jak nakręcony, aż mu musiała kobitka przypominać kilka razy, że sprawa nie dotyczy relacji rodzinnych tylko jego picia.

Aha, jeszcze przepuściłam pieniądze które oni mi dali. No bo przepuściłam oczywiście, bo dwa razy dałam mojemu panu mężowi a raz kupiłam sobie różne rzeczy typu komputer czy maszyna do szycia.

Generalnie nikt go o takie sprawy nie pytał, bo rzecz nie dotyczyła mojego prowadzenia się. Jak się k… będę rozwodzić to niech debil idzie do sądu i pierdzieli o tym, że siedzę do pierwszej w nocy i rozmawiam przez neta z obcymi mężczyznami hehe.

Oczywiście mój wiosek został oddalony bo nie potrafię udowodnić, że ojciec pije codziennie. Nie ma zgłoszeń z policji, że ojciec nieprzytomny gdzieś leżał, sąsiedzi nie wnoszą żadnych skarg o nękanie itp itd.

Tak więc powinnam latać codziennie za alkoholikiem z alkomatem i kamerą.

A to już przekracza moje możliwości.

Bo to że, dzwoni do mnie i wyzywa, to nie oznacza, że jest pijany. To może oznaczać, że taki ma akurat charakter. ( z czym w sumie się zgadzam akurat).

Podziękowałam, podpisałam co trzeba i wyszłam. Ten debil jeszcze został tam około 5 minut i mogę się spodziewać co wygadywał. Przecież nie będę uskuteczniać z nim pyskówki przy obcych ludziach.

Porażka, całkowita porażka. Żyję na tym świecie przeszło pół wieku i jeszcze nikt mnie tak nie poniżył. Ani przy świadkach ani sam na sam. Tak się zastanawiam po co mi to było? Żebym znów przez jakiś czas poczuła się jak gówno???

Reasumując, u nas w kraju, żeby być uznanym za alkoholika, trzeba samemu się przyznać do uzależnienia. Tak, piję codziennie, nie mogę bez procentów normalnie funkcjonować i proszę o pomoc. Ciekawe ile jest takich przypadków do całej liczby alkoholików?

Potem się zastanawiałam jaką trzeba być szmatą, żeby gadać takie rzeczy o własnym dziecku, nawet nie będąc pytanym. Dla mnie jest to niepojęte.

Co to k…  kogo obchodzi co piję i gdzie trzymam butelkę i z kim gadam przez internet. To jest w ogóle naganne. Używanie komputera i gadanie do pierwszej w nocy. Bo kobieta według niego to powinna być służącą męża i dorosłych dzieci. Pamiętam, jaki kiedyś był zbulwersowany, gdy wyszło, że nie wstaję przed DOROSŁYMI dziećmi, nie budzę ich i nie robię im śniadania… Jakby nie mieli sprawnych łapek i tych wypasionych komórek z funkcjami budzenia za pomocą jakiego się tylko chce dźwięku.

Ale trzeba mnie pogrążyć i wyśmiać. Na pewno teraz myśli, że mnie skompromitował. Tymczasem sam się wydurnił. Pewnie opowiada po rodzinie. Kupa dziada. Zresztą po krótkim wkurwie z mojej strony, doszłam do wniosku, ze moje zdrowie ważniejsze i niech się  cieszy.

Nawet mi się nie chce do brata dzwonić. Oni też nie dzwonią. Jakieś durne zakłopotanie węszę. Ale co się dziwić, ja się poświęcam moje nerwy wraz z moim dobrym samopoczuciem a oni nadal ciągną ze staruszka kasę. Może  w sumie lepiej, żeby się podzielił, niżby miał przechlać ale gdzie honor?

Widać dla niektórych to pojęcie abstrakcyjne. Kasa, kasa przede wszystkim. Dla paru stówek można się dać wyzwać i znieść wszelkie niedogodności związane z pijaństwem delikwenta.

A ja cóż… Zszargane nerwy, kolejne rozczarowanie. Jedynie jestem zadowolona z porady prawnika. Nie skorzystam z terapii DDA, ponieważ podobno wiąże się to z grzebaniem w ranie… Wolę to opisać. To też jakieś rozszarpywanie blizn. Mam już nawet tytuł. „WSIOKI”

Tytuł jest przewrotny, bo wsiokami nie okazują się w końcu moi sąsiedzi, tylko właśnie ci „miastowi”. Ich znieczulica, ich zakłamanie i godzenie się na wiele w imię świętego spokoju i własnych korzyści. Nawet jakbym miała wydać za kasę w kilku egzemplarzach, to i tak każdy dostanie.

 

 

Moja zmasowana terapia.

To nie jest taka prosta sprawa dostać się do szpitala na badania. Nie mam bliskich znajomych, może jacyś by się tam znaleźli, ale czekałam tyle, poczekam tez miesiąc. Masakra. Jeżeli to faktycznie jest sarkoidoza, to takie czekanie niewiele zmienia. Gorzej jak coś poważniejszego, wtedy sytuacja nie byłaby najlepsza. Ale cóż, wiadomo komu składać dzięki za taki system naszej służby zdrowia. Może powinnam to napisać dużą literą, ale może niech tak zostanie.

Osobne podziękowania należą się mojemu ojcu. Za to, że jestem DDA, za ciągłe przysparzanie mi stresów i traumy, za gnojenie i poniżanie. Za ustawiczne pomniejszanie mojego poczucia własnej wartości. Choroby autoimmunologiczne biorą się ze stresu i nikt mi nie powie, że złapałam to z powietrza albo przez pocałunek. ;)

I niech nikt mi nie mówi, że on mnie kocha i domaga się mojej uwagi i przytulenia. Bo nigdy, nigdy tego nie zrobił, a wręcz pierwsze co pamiętam, to był mocny klaps na dupie, gdzie jego ręka odbiła mi się na całej szerokości pośladków, co świadczy o tym, że byłam wtedy bardzo mała. Po prostu zostawił mnie przy domu, a sam poszedł do swojego brata gdzie zazwyczaj pili. Chciałam za nim biec i tak mnie zatrzymał.

Nigdy, przenigdy nie powiedział, że mnie kocha, za to mówi po pijaku takie rzeczy mojej córce. Mojej córce chcę też zapisać swoją część majątku, czyli większość działki i stary dom, który ma przeszło pół wieku, ale też nie jest za dobrze utrzymany. Oczywiście cały czas myśli, że zapisze CAŁOŚĆ, bo jakoś do niego nie dociera, że mama według prawa ma jeszcze innych spadkobierców.

Zresztą powiedział mi, że NIC mi się od niego już nie należy, więc niech mnie pocałuje w trepy. Mam na razie z czego żyć. Zdrowie najważniejsze. Niestety zmiany wyszły mi już na gardło i podniebienie. No ale muszę czekać. Jak mnie zacznie dusić to może… ale to nic pewnego, sprawa ulegnie przyśpieszeniu.

Dlatego też bardzo ważny jest spokój i brak większych awantur. Dlatego też nie mogę pozwolić na dalsze wyzywania. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie, nawet zdrowy.

Przeczytałam kiedyś, że tutaj po kimś „pojechałam” i to kogoś zniesmaczyło. A dlaczego mam po kimś nie jechać, jeżeli na to w pełni zasługuje? A nawet zasługuje na porządne skopanie dupy. Przez wiele lat byłam grzeczna, nic nikomu złego nie powiedziałam, zawsze starałam się nie urazić. I co wyszło? Przede wszystkim ja wyszłam na kogoś słabego, któremu można bezkarnie dokopać od czasu do czasu. Niestety są ludzie, którzy tylko rozglądają się komu by tu dowalić i wybierają tych, co do których maja pewność, że nie będą się bronić. Czasem tylko ta pewność ich zawodzi. Ewentualnie atakowany traci cierpliwość i zamiast stulić uszy i się bać, to odpowiada zdwojoną agresją.

Dlaczego też mam nie jechać po pewnym idiocie, gdzie MOIM zdaniem on jest złym i fałszywym człowiekiem, traktującym ludzi instrumentalnie. Ludzi dla niego dzielą się na tych, którzy przyłożą się materialnie do realizacji marzeń o nowym aucie w cenie średniego domku i na tych którzy (które) pomogą mu zrealizować chore wizje na temat wyuzdanych, grupowych kontaktów erotycznych.

Co do ostatnich jego marzeń to mam spore wątpliwości. Albowiem Facet przeszedł sporą przemianę wizualną. Takie gwałtowne dosyć schudnięcie, oczywiście za sprawą produktów które sprzedaje. Ileś tam kilogramów w ileś tam dni. Po prostu horror dla organizmu. Oczywiście zebrał wiele zachwytów netowych i podobno na żywo też. Może ja faktycznie lubię wielkich misiaków i dlatego dostaje mdłości z obrzydzenia jak patrze na jego dokumentację fotograficzną. Ale dodatkowo jak patrze na jego twarz to widzę, i to już staram się być obiektywna, no widzę po prostu człowieka, który się postarzał o 10 lat. W ciągu tych paru tygodni czy miesięcy. No ale cóż wiem, że są różne gusta i upodobania i moje nie muszą być jedynie słuszne.

Tak wiec będę jechać po kim mi się będzie podobało, to rodzaj terapii. Zwłaszcza, że według wszelkiego prawdopodobieństwa osoby te nie przeczytają tych tekstów. A nawet jak by przeczytały to nic, bo to wszystko prawda.

Pozdrowienia dla Anki, przepraszam, że nie ma tu nic o Tobie. Ale nic straconego, ciągle szukam ciekawych tematów. ;)

Pozdrowienia dla osoby, która przypisała mi „galopujący egoizm”. Bardzo mi się spodobało to wyrażenie. Albowiem całe altruistyczne życie mi się już przejadło i pragnęłabym czegoś innego zwłaszcza, że tego życia już mi nie za dużo zostało. Dlatego chciałam je wykorzystać dla swoich własnych przyjemności. Słabo mi to na razie wychodzi ale staram się.  :)