Na początku jest pomysł, czyli o czym piszę.

Różnie to to bywa. Czasem tygodniami  sobie myślę, że najwyższy czas coś stworzyć. Niejednokrotnie też jest to nagły impuls. Czasem zdarzenie w świecie realnym lub w Sieci. Czasem grypa i leżenie w łóżku i notes pod poduszką, gdzie wpisuję nagłe olśnienia, które powstają w umęczonym gorączką mózgu.

Powiedziałam zdarzenia w Sieci. Jedno z najlepszych moich opowiadań powstało na skutek obserwacji pewnego forum dla użytkowników jednego z portali aukcyjnych. Tam wszyscy się znają. Czasem spotykają się w realu a częściej przyjaźnią się przez internet. Pewnego dnia R. napisał o śmierci swojej matki z którą mieszkał.

Opowiadanie zamierzam wygładzić i wsadzić do tomiku wraz z innymi. R. jeszcze o tym nie wie… Nie będę go pytać o pozwolenie. W sumie to nie popełniam przestępstwa, chodzi tylko o fakt, że nie jestem pewna jego reakcji. On jest dziwny. Nieprzewidywalny.

Prawie każde opowiadanie zainspirowane zostało wydarzeniem z mojego życia. Tak naprawdę to cierpię na chroniczny brak tematów. W przeciwnym razie była bym już polska następczynią Alice Munro. A tak to klapa. Opowiadania pisze mi się lepiej, ale wydawcy wolą powieści. Dlatego też meczę się z arcydziełem o Słowiku.

Temat tej powieści powstał z godzin przegadanych z nikim innym, tylko z Ekscentrycznym… Oczywiście przez komunikator, bo spotkać się z nim jest mało bezpiecznie. Jasne, że  nie będę pisać o tej kanalii na zasadzie opisu z natury, bo to facet nieciekawy. Ale można go zmienić, dodać mu trochę ludzkich cech i jest fajna, wielowarstwowa, skomplikowana postać. Czytelnik nawet byłby zdolny ją polubić. Ale o postaciach innym razem.

Tak wiec pomysły można podobno czerpać zewsząd. Otworzyć gazetę i przeczytać tytuły. To samo zrobić z portalem informacyjnym. Najróżniejsze fora też są dobre. Jednak uważam, że najlepsze historie dzieją się w życiu.