Ze mną dobrze a będzie jeszcze lepiej.

Od jakiegoś czasu żyję jak na petardzie. Nie wiem czy pełnej czy niepełnej. Mam sporo energii i chęci do robienia różnych rzeczy. Pomysł goni pomysł i nawet nie starcza mi dnia, żeby wszystkie plany zrealizować. Na dodatek z powodu choroby szybko się męczę, ale nic, pozostają chęci i następnego dnia wszystko kręci się od nowa.

Uwielbiam taki stan. To jest w ogóle coś nowego. Co prawda sporo pracowałam, dokształcałam się i nadal to robię, żeby osiągnąć taki stan. I to mówię nie tylko o sferze fizycznej ale także o psyche.

Nie wiem, czy wystarczyła mi zmiana trybu życia na zdrowszy, czy też przekora, żeby wygrać z chorobą, żeby jej się nie dać. No bo gdy wszystko jest w porządku, wydaje się nam, że tak musi być i tak będzie wiecznie. Niestety to nieprawda.

Przychodzi choroba, jedna czasem druga. Bo nieszczęścia chodzą parami. I wtedy albo pozwalamy żeby choroba rządziła, albo ze wszystkich sił ogłaszamy własną, wewnętrzną mobilizację.

Nie wiem jak to ze mną było. Może działają endorfinki zawarte w niektórych ziołach i przyprawach. Nie wiem. Ale czy to ważne? Ważne, że jest dobrze a będzie jeszcze lepiej. Tak więc trwaj chwilo, jesteś piękna.

Jestem OK.

Po efektach trochę ulotnych i wieloznacznych czas na eksperyment podobno wymierny. Podobno… Już tutaj widać mój sceptycyzm. Jednak muszę przyznać, że intuicyjnie, od jakiegoś czasu zaczęłam wdrażać akurat te zasady.

Generalnie chodzi o wpływ ducha na własne ciało. Wmawiamy sobie, że jesteśmy nieatrakcyjni no to faktycznie nie jesteśmy. Nawet jak na zawołanie skóra traci blask a włosy matowieją. Jakieś problemy skórne nie dają nam spokoju. Oddzielnym problemem jest nadwaga. Ciągle poszukujemy diet. Nawet jak wytrzymamy z dieta trzy dni, to potem tym bardziej  mamy świadomość, że nigdy nikomu nie będziemy się podobać. A przede wszystkim sobie. No i mamy to, o czym myślimy.

Tymczasem trzeba być pewnym, że jesteśmy atrakcyjni, nie potrzebujemy żadnych diet. Osobiście już jestem na tym etapie. Dobre mniemanie o sobie wykształciłam sobie już dawno i to w ten sposób, że nawet jakby mnie ktoś za atrakcyjną nie uważał, to ja sama za taką się uważam i prędko go o tym przekonam.

Natomiast całkiem niedawno porzuciłam wszelkie diety, co jednak nie oznacza obżerania się. Po prostu staram się jeść z sensem. No i ograniczyłam zgubne piwo. Przestałam się ważyć i staram się uwierzyć, że mam dobrą sylwetkę. Czasem ból stawów kolanowych trochę temu przeczy… ale jakoś lepiej się czuję. I to jest spory plus.

A na czym jeszcze polega eksperyment oprócz dobrego o sobie zdania? Otóż przez trzy doby mam mojemu pożywieniu posyłać miłość, dobrą energię, wdzięczność i błogosławieństwo. Mam się zważyć na początku doświadczenia, co zresztą zrobiłam i mam zważyć się za 3 dni. Jednak muszę sobie samowolnie przedłużyć czas, bo nie pobłogosławiłam tatara z żółtkiem, potem sałatki improwizowanej a dużą ilością rukoli. Po prostu nie mam tego we krwi. Za to już pobłogosławiłam dwie czekoladki Tiramisu sławnej firmy na „W”.

No zobaczymy. Zjadłam jeszcze trochę owsianki z letnim mlekiem i czuje się nażarta na poważnie.

Co się jeszcze ciekawego działo? Nie wiem. To znaczy wiem, ale nie wiem czy to ciekawe. Było mokro, przemoczyłam buty. Kupiłam fajna torbę podróżną. Skoro jest torba, łatwiej będzie o podróż… haha. Ewentualnie będę się miała w co spakować, gdy mnie stary z domu pogoni. A dlaczego miałby mnie pogonić? A bo już nie potrafię ukryć, że mnie wkurza.

A on się o wszystko obraża. Głownie o to, że ma się swoje zdanie i przestaje się mu przytakiwać. Mam dosyć. Ale gdzie uciec? Może w głąb siebie?