Nie wiem o czym pisać.

Ale mam durny czas. Myślałam, że w okolicy urodzin to spotka mnie coś miłego a tu może i było miło ale mało kiedy i krótko. Co chwilę przyjeżdża pan mąż i wprawia mnie od czasu do czasu we wrzenie ale akurat chodzi o działanie na nerwy a nie na zmysły… To już nie ten etap :D

Jeżeli o facetów chodzi, to nie można nikogo poznać, bo wszyscy wydaja mi się tak durni, że to chyba koniec świata. Ewentualnie obracam się nie w tych kręgach co trzeba. Ale tez raczej w innych raczej nie będę się obracać. Co za ból.

Inna sprawa, że za każdym razem mam skłonność do porównań. I to każdego do każdego. Większość wychodzi marnie. To taka moja przypadłość.

Trzeba się chyba wziąć znów za pisanie, bo gdzie by nie przystanąć to martwe pole. Na dodatek choroba mi się zaostrzyła. Bo zimno, bo wieje. Czasem deszcz pada.

No i chudnę. Niedługo stuknie dycha w stosunku do kwietnia. No niby to niepokojące, ale cieszę się. Mam jeszcze trochę do oddania.