Ból tego i owego.

Ostatnio robię porządki. To znaczy pozbywam się toksycznych znajomości. Doszło już do takiego momentu, że zastanawiałam się dlaczego wszyscy mnie lekceważą. Czy ja mam coś  w sobie, co to prowokuje?

No to teraz spokój, nie ma durnych gadek i dołowania. Zajęłam się pisaniem. Końca nie widać, ale w międzyczasie piszę opowiadanko. Blokada została zdjęta. Nie wiem kiedy. A właściwie wiem. Wtedy gdy pogoniłam niektórych debili z mojego życia. No jednego się nie da, bo kto by mnie utrzymywał hahaha. Jestem bezczelna i chamska w tej chwili, ale więcej tego otrzymałam i to tylko mały procent, który oddaję.

Dlaczego ja się zadałam z niewłaściwymi ludźmi. Co oni właściwie wyprawiają? Ja taka stara i mądra. Jestem stara ale widocznie głupia. Nawet serwetkowy interes mi nie wychodzi. Nie lubię tych wszystkich łachów, tkanin, nici, włóczek w motkach. Bo i tak nie zacznę z tego tworzyć. Możliwe, że coś uszyję. Ale tylko tyle.

Kiedyś w lumpeksie chodziłam z kuponem tkaniny do hardangera. Załadowałam w koszyk i się cieszę… Po dłuższym czasie doszłam do pytania: Po co mi to? Przecież mam słaby wzrok, nie mam czasu i nie mam przede wszystkim chęci na robótki. Będę się pozbywać tych wszystkich rzeczy. Zostaną książki, kilka kuponów tkanin, i maszyna do szycia. Może się skuszę.

Wakacje będą ciężkie a potem to prawdziwa tragedia. Możliwe, że na tygodniu będę zupełnie sama w domu. I co wtedy robić? Przyjdzie zidiocieć. Na dodatek postanowiłam zacząć zdrowo się prowadzić. Co oznacza nieużywanie używek. No, może kawka z rana. Ale jak wytrzymać ten durny żywot bez alkoholu? Chyba trzeba zacząć na dobre medytować.

W dalszym ciągu nie udaje mi się błogosławić jedzenia. Zapominam o tym. Mam tak tylko do roślin. Nawet jak kroiłam szpinak na zupę to o tym nie myślałam. Mam sobie poprzylepiać kartki?

Ale pocieszające jest to, że nie tyję. O ile nie chudnę. Ale to może z pomocą wprowadzenia większej ilości warzyw do jadłospisu.

Ja ten wpis robiłam chyba trzy dni. Piszę i piszę i nic odkrywczego nie wychodzi. Widać walkę. Walkę o spokój i czystą atmosferę, potrzebną do tworzenia. Ale przecież mało kiedy tak jest, żeby było idealnie. Trzeba nauczyć się pisać również w lekkim podpierniczeniu, zeby nie powiedzieć dosadniej.

Tworze znów opwiadanie, ale mam dosyć pokazywania moje twórczości na jakichś tam portalach dla grafomanów. Masakra. Wolałabym, żeby mnie ktoś skrytykował naprawdę. Tak jak to kiedyś zrobiła Pani Joanna W.-B. , aczkolwiek było to w przeważającej części pochwały.

Opowiadanie jest trochę, niepoprawne politycznie… Muszę się chyba śpieszyć, zanim zawita fanatyzm.    ;-)

A ból? Boli mnie wszystko.