Jestem OK.

Po efektach trochę ulotnych i wieloznacznych czas na eksperyment podobno wymierny. Podobno… Już tutaj widać mój sceptycyzm. Jednak muszę przyznać, że intuicyjnie, od jakiegoś czasu zaczęłam wdrażać akurat te zasady.

Generalnie chodzi o wpływ ducha na własne ciało. Wmawiamy sobie, że jesteśmy nieatrakcyjni no to faktycznie nie jesteśmy. Nawet jak na zawołanie skóra traci blask a włosy matowieją. Jakieś problemy skórne nie dają nam spokoju. Oddzielnym problemem jest nadwaga. Ciągle poszukujemy diet. Nawet jak wytrzymamy z dieta trzy dni, to potem tym bardziej  mamy świadomość, że nigdy nikomu nie będziemy się podobać. A przede wszystkim sobie. No i mamy to, o czym myślimy.

Tymczasem trzeba być pewnym, że jesteśmy atrakcyjni, nie potrzebujemy żadnych diet. Osobiście już jestem na tym etapie. Dobre mniemanie o sobie wykształciłam sobie już dawno i to w ten sposób, że nawet jakby mnie ktoś za atrakcyjną nie uważał, to ja sama za taką się uważam i prędko go o tym przekonam.

Natomiast całkiem niedawno porzuciłam wszelkie diety, co jednak nie oznacza obżerania się. Po prostu staram się jeść z sensem. No i ograniczyłam zgubne piwo. Przestałam się ważyć i staram się uwierzyć, że mam dobrą sylwetkę. Czasem ból stawów kolanowych trochę temu przeczy… ale jakoś lepiej się czuję. I to jest spory plus.

A na czym jeszcze polega eksperyment oprócz dobrego o sobie zdania? Otóż przez trzy doby mam mojemu pożywieniu posyłać miłość, dobrą energię, wdzięczność i błogosławieństwo. Mam się zważyć na początku doświadczenia, co zresztą zrobiłam i mam zważyć się za 3 dni. Jednak muszę sobie samowolnie przedłużyć czas, bo nie pobłogosławiłam tatara z żółtkiem, potem sałatki improwizowanej a dużą ilością rukoli. Po prostu nie mam tego we krwi. Za to już pobłogosławiłam dwie czekoladki Tiramisu sławnej firmy na „W”.

No zobaczymy. Zjadłam jeszcze trochę owsianki z letnim mlekiem i czuje się nażarta na poważnie.

Co się jeszcze ciekawego działo? Nie wiem. To znaczy wiem, ale nie wiem czy to ciekawe. Było mokro, przemoczyłam buty. Kupiłam fajna torbę podróżną. Skoro jest torba, łatwiej będzie o podróż… haha. Ewentualnie będę się miała w co spakować, gdy mnie stary z domu pogoni. A dlaczego miałby mnie pogonić? A bo już nie potrafię ukryć, że mnie wkurza.

A on się o wszystko obraża. Głownie o to, że ma się swoje zdanie i przestaje się mu przytakiwać. Mam dosyć. Ale gdzie uciec? Może w głąb siebie?