Opowiadanie „Zd@lność”

 

Piwo płynęło już naczyniami włosowatymi i chyba dlatego pozwalała mężczyźnie mówić. Nawet najmniejsza ilość alkoholu zwykle działała  usypiająco. Dlatego ten prymitywny, knajpiany podryw trwał w najlepsze. Widziała go wcześniej, jak chodził w pobliżu ogródka piwnego. Kilka razy w tę i z powrotem. Potem swoją uwagę skupił na niej. Poczuła to przez skórę, bo akurat patrzyła na kursy akcji. Po pewnym czasie przysiadł się do niej, za nic mając jej zajętość. Pierwszy minus. Wszyscy stali bywalcy na ogół wiedzieli, że nie wolno jej przeszkadzać w takich chwilach. On był obcy. Wysoki, dobrze zbudowany, wyprostowany jak struna, w czarnej skórzanej marynarce, przypominał cinkciarza z początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Przez chwilę zastanawiała się, czy przypadkiem nie przeniosła się w czasie, jednak wszystko wokół wyglądało jak zawsze.

Mówił, że kobieta go wystawiła. Niemal była pewna, że to jedna z lepszych życiowych decyzji anonimowej siostry. Jego prostolinijność mogła rozczulać, ale w niej, w jakichś dalekich zakamarkach duszy i ciała, były miejsca, gdzie wszystko krzyczało w niewyjaśnionej panice. Czy już zaczyna bzikować? Być może długie tygodnie dobrowolnego odosobnienia dają właśnie takie efekty. Zdecydowanym ruchem zamknęła duży notes z tabletem w środku.

- Muszę już iść.

- Szkoda… Może napiszesz do mnie? Masz tutaj mój adres mailowy.

Wyrwał kawałek tekturki z pudełka papierosów i nabazgrał kilka znaków, wyciągając uprzednio długopis zainstalowany w grzbiecie jej notesu.

- Napiszę ci jeszcze numer.

Posłusznie wzięła kartkę, rozbrojona jego naiwnością. Na pewno nie będzie wydzwaniać. Jednak numer wyglądał dziwnie. Przypominał adres do jakiegoś komunikatora. W drodze do domu miętosiła w kieszeni kawałek kartonika. Dlaczego nie wylądował w koszu? Sama sobie nie była w stanie odpowiedzieć. Może to ten nawyk zbierania wszystkich bez wyjątku informacji. Bo czasem mogą się przydać.

*

Co tam słychać, że zapytam niebanalnie. J

 Witaj. Nic nie słychać, zwłaszcza jak wróciłam w swoje cztery bezpieczne ściany. Dobre to nowe nadrzeczne budownictwo. Samochody daleko, tłumy daleko i sąsiedzi nieliczni i niehałaśliwi.

 No to ci dobrze. A co u dziewczynek?

 Bez zmian. Nadal chcą mieszkać u dziadków. Mówią, że bliżej do szkoły, ale ja wiem swoje. Tam po prostu nie ma dyscypliny.

 E, tam. Przecież nie robią nie wiadomo czego.

 Nie w tym rzecz. Rodzice są starej daty, wiadomo. Uważają, że najważniejsze to nie włóczyć się wieczorami i wszystko będzie w porządku. Tymczasem jest jeszcze internet…

 Ech, jesteś przewrażliwiona po tej historii z Małą Mi. Ja to rozumiem, chociaż sama nie mam dzieci. Ale takie rzeczy się zdarzają, zawsze się zdarzały. A rozwój technologii niewiele ma tutaj do rzeczy.

 Tak, ale pewne udogodnienia w komunikacji sprzyjają różnym patologiom. To fakt niezaprzeczalny. Jakby mieszkały u mnie, to miała bym dyskretną kontrolę. No i wychowanie.

 Nie obraź się, ale nie sposób wychowywać strachem.

 Nie obrażę się, bo chyba nie pomyślałaś, że będę im przekazywać moje lęki. Przecież nie zarażą się ode mnie fobią społeczną czy agorafobią. To może być nawet dobre dla mnie. Nabiorę trochę odwagi przy prawie dorosłych dzieciach.

 Jasne, choćby nawet z tego powodu, że trzeba będzie prowadzić zdrową kuchnie z codziennie świeżymi warzywami z bazarku. Z BAZARU

  Jakoś to będzie.  A teraz zmieniam temat tej wzniosłej dyskusji. J  Czy mogła byś mi dostarczyć informacji o człowieku. Podaję ci maila i numer komunikatora. Chcę o nim wszystko wiedzieć. O rodzinie też. Jak są jakieś fotki w sieci to też je chcę mieć.

 Oj, kto jeszcze tego używa? Może podstawówka gdzieś… Kto to jest?

 Facet, który mnie rwał.

 Ha, ha, ha… A nie mógł ci dać wizytówki? Było by prościej. Tajemniczy.

Tak, mroczny i tajemniczy. No i wzbudzający jakiś niezrozumiały strach. Poza tym nie powinno się ufać ludziom, którzy mają coś do ukrycia. Zwłaszcza nazwisko.

*

- Witaj. No i co? Nie napisałaś do mnie. Oj, niedobra jesteś.

Stał na ulicy pięć minut drogi od jej mieszkania. Przeraziła się. Teraz cała nadzieja w ochronie przy portierni.

- Zgubiłam kartkę.

- Ech, kobiety. Wszystkie podobne.

- Przepraszam, ale śpieszę się do urzędu skarbowego.

- Tak? To daleko. Może cię podwieźć?

 

Jasne. Wszystko zmierza ku jednemu. Dlaczego właśnie jej się to przydarza? Ale z drugiej strony, była by to oszczędność czasu, no i brak dyskomfortu związanego z używaniem publicznej komunikacji. Jej stary grat znów odmówił posłuszeństwa i od dwóch dni stał z zaprzyjaźnionym warsztacie. Zgodzi się. Ale tylko tyle i podziękuje.

W samochodzie, po kilku kilometrach powiedział, że może jednak zaliczą jakąś kawę a do urzędu jeszcze zdąży. W sumie jest jeszcze wczesny ranek. Nie wiadomo dlaczego przytaknęła. Czy takie nijakie kobiety kogokolwiek kręcą?  Co on właściwie w niej zobaczył? Pewnie nieśmiałą, niezbyt rozmowną kobiecinę w byle jakich ciuchach. Taką, która nie ma odwagi odmówić.

- Dlaczego wyjechaliśmy z miasta?

- Bo tu jest bardzo miło.

Do ostatnich chwil była pewna, ze wiezie ją do jednego z tych podmiejskich zajazdów, żeby zrobić kolejne wielkie wrażenie. Tymczasem w jednej chwili zjechał z głównej drogi i znaleźli się w przydrożnych zaroślach na polnej drodze. Od przejeżdżających samochodów dzieliły ich niskie krzaki, ale ciągle jeszcze dało się słyszeć przytłumiony już hałas.

- Wysiadaj, pospacerujemy.

- Ja nie lubię chodzić…

- Oj, nie marudź. Mam w schowku koc. Usiądziemy.

Było ciepło. Popatrzyła w stronę otwartego bagażnika.

- Nastroiłam się na jakieś piwo. Wspominałeś też o kawie.

- Mam w samochodzie wódkę. Chcesz?

- Zawsze proponujesz  damom taki alkohol i w ten sposób?

- No, może damom nie… Kobiety z klasą faktycznie zasługują na coś lepszego…

Nagle przełożyła przez głowę pasek swojej sporej torby. Zdziwił go ten zdecydowany ruch. Drzwi od strony kierowcy były jeszcze uchylone. Szybko tam podeszła, wyciągnęła kluczyki ze stacyjki i rzuciła je daleko w trawę.

- Patrz gdzie upadły, bo potem za nic nie znajdziesz!!! – Pobiegła w stronę szosy.

- Ty głupia cipo! – rzucił się za kluczykami.

Jeszcze kilka razy obejrzała się za siebie. Nikt jej nie gonił. Na jej rozpaczliwe machanie zareagował jakiś młody człowiek w grafitowej terenówce. W centrum, gdzie wysiadała, próbowała mu zostawić banknot.

- Proszę to zabrać. Widać, że ma pani kłopoty. Pieniądze na pewno się przydadzą.

*

Moje wielkie gratulacje. Pobiłaś swój rekord. Już wszyscy słyszeli o twoim sukcesie.  Pewnie wszyscy oprócz ciebie… Wymienisz teraz swojego grata na coś lepszego?

 O, cześć. Już wiem. Jasne, że grat do wymiany. Nawet mam już coś na oku. Dobrze, że się odezwałaś, bo potrzebuję cię do czegoś. Możesz pójść ze mną na zakupy? Muszę poszukać jakichś sensownych ciuchów.

 Oj, mam nadzieję, ze to nie dla tego nowego faceta. Właśnie chciałam napisać co znalazłam. Nie mam dobrych wiadomości. To nie jest mężczyzna dla ciebie.

 Na tę chwilę to akurat mam co do tego pewność, więc mnie nie zaskoczyłaś. Ale dawaj, co wiesz.

 Otóż facet jest z sąsiedniego powiatu. Ma małą firmę budowlaną, która już robi bokami. Szuka wspólnika, który by wyłożył kasę, gdy tymczasem on da powierzchnię magazynową i jakiś tam maszyny… Ale raczej nie znajdzie zbyt szybko, bo ma niezbyt chlubną historię, bo oszustwa i nawet kradzież. Ale nie to najważniejsze. Otóż to jakiś internetowy łowca, siedzący bez przerwy na czatach i portalach erotycznych. Wszyscy go tam znają. Nawet udało mi się dotrzeć do pewnej dziewczyny, która go spławiła. A jak była komunikatywna… Naopowiadała mi ciekawych rzeczy. Chyba była zadowolona, że anonimowo może wyrzucić to z siebie. Na poczcie znajdziesz screen z naszej rozmowy. Zobacz jak go cytuje czasami. Jego skrzynka pocztowa jest arcyciekawa. No i oczywiście przygłup do wszystkiego ma to samo hasło. Nawet do konta firmowego. Życie rodzinne to jakaś patologia. W domu aktualnie nie ma kobiety, ale był cztery razy żonaty. Dzieci wybyły z domu zaraz po uzyskaniu pełnoletności i już maja swoje związki i dzieci w tych związkach.

Aha. … „Kupiłaś już sobie ubranie, żeby dobrze prezentować się przy facecie  takim jak ja? Sama wiesz, że to sfery niedostępne dla ciebie ale staraj się.”… rany, ale odzywka.

 Miał takie teksty, jak już się wycofała. Gdy była grzeczna, to pisał w miarę kulturalnie.

W miarę… Wyjątkowo buracki tekst.

No cóż, burak tworzy buractwo. Nic więcej… No więc co z tymi zakupami?

 Znajdź jakieś małe sklepy z elegancką klasyką. Może być odrobina ekstrawagancji. Pieniądze nie grają roli. Chcę zabrać dziewczynki na zakupy do Galerii. Mogą tam spotkać swoje koleżanki albo nauczycielki. Nie chcę robić im obciachu.

 W Galerii??? Jak ty wytrzymasz w takim obiekcie.

 Jakoś sobie poradzę. Przynajmniej muszę spróbować. Czuję, że tracę z nimi kontakt. Tymczasem z moimi rodzicami same konflikty. Przemalowały włosy i już jest problem. Na nic tłumaczenia, że większość koleżanek tak robi. Jedna wybrała bursztyn a druga marchewkę. Zwłaszcza ten rudy, czy też pomarańczowy wydaje im się nie do przyjęcia. Tak jakby nie było poważniejszych problemów. No i stale te same uwagi do mnie. Niezbyt dobrze żyję. Powinnam przeprosić ojca moich dzieci, zaprosić go do mojego apartamentu, podawać kapcie, patrzeć mu w oczka i pichcić obiadki.

 Ech, to jeszcze nic. Moja matka usłyszała, że jestem hakerem w spódnicy i jest przekonana, ze okradam banki.

 Ha, ha, ha… Dobre.

*

Musi częściej wychodzić. Chociażby nawet nad staw. Usiąść na ławce i obserwować kaczki. To może być całkiem przyjemne. Upewniła się, że nikt na nią nie patrzy i wrzuciła do wody nowy, błyszczący telefon.

 

 Panie inspektorze, proszę się nie irytować jeżeli przypadkiem pana źle tytułuję, ale łatwo może się pan przekonać, ze to najmniej istotne w całej sprawie. Na samym dole mam dla pana dane człowieka, który moim zdaniem zabił Małą Mi. Wszyscy, którym najdroższa jest sprawiedliwość, praworządność a nawet najzwyklejsze człowieczeństwo, mieli okazję widzieć pańskie wielkie zaangażowanie w śledztwo. Także wszyscy, a szczególnie ja, do tej pory ubolewamy nad faktem, że ten dewiant wciąż pozostaje na wolności. Pewnie dostaje pan podobne maile, ale zapewniam pana, że w tym przypadku zainteresowanie tą wiadomością będzie się opłacać. Znam tego człowieka. Ma bzika na punkcie seksu. Lubi bardzo młode dziewczyny i nie tylko dziewczyny. W bagażniku wozi łopatę z krótkim stylem, która była używana, ale jest dokładnie wymyta. To bardzo dziwne, bo w samochodzie panuje koszmarny bałagan. W dniach, gdy szukano Małej Mi, nie był widziany w miejscu zamieszkania. Działa w internecie a w szczególności na lokalnych czatach, gdzie udaje różne osoby. Rozmawiając z nim, ma się wrażenie, że to ktoś na kogo właśnie czekamy. Trzeba mu to przyznać. Niestety różnie się to zazwyczaj kończy. Uchodziła mu nawet przemoc. Oczywiście nigdy, nikt tego nie zgłaszał, bo były to typowe gwałty na randce. Wiem, że w ciele Małej Mi znaleziono obce DNA. Przecież musi być jakiś sposób, aby uzyskać od niego materiał porównawczy. Sugeruję wysłać do niego jakąś rezolutną, kutą na cztery nogi policjantkę, która w odpowiednim czasie zgarnie zużytą prezerwatywę… Paradoksalnie byłby to najłatwiejszy sposób, ale pewnie są też inne. Proszę mnie nie szukać. Piszę z nierejestrowanego telefonu na kartę. Powtórzę też wiadomość na drugim aparacie. Te poniesione przeze mnie koszty powinny być dowodem na to, że nie żartuję i wiem o czym mówię/piszę.

 Czasem dobrze jest trochę nazmyślać i dopisać do opowieści. Zbudować napięcie.  Przeczuwała, że  cel który osiągnie, automatycznie uświęci środki. Co do siebie samej, od samego początku czuła się rozgrzeszona.

*

Wysokie, szklane ściany napierały ze wszystkich stron. Mózg już doznał powolnego i bolesnego resetu. Poczuła, że nie wytrzyma.

- Muszę odpocząć, bo źle się czuję. Poczekam na was w aucie. Zostawię wam kartę. Daj łapkę, napisze ci długopisem pin. – Zwróciła się do Bursztynowej, bo ta stała bliżej. – Wiecie jak się tym posługiwać?

- Matka, czy ty masz nas za kompletne idiotki? – Marchewkowa obruszyła się.

- To pamiętajcie: poziom zielony, stanowisko trzynaste.

- A ile możemy pociągnąć?

- Ile chcecie.

- Ona faktycznie jest chora. – zauważyła Bursztynowa.

- Nie mów „ona” przy niej!!!

-Widzisz, że i tak nic nie kojarzy. Patrz, już ucieka…

*

-  Kogo my tu mamy? No proszę, proszę. To twój samochód?

- Nie, nie mój. Ukradłam.

- Jaka dowcipna. A tak swoją drogą to świetnie wyglądasz. Widać, że zaczęłaś się starać. Mogę wiedzieć dla kogo?

- Widzę, że masz do czynienia wyłącznie z kobietami, dla których sensem istnienia jest podobanie się mężczyznom.

- A bywa w ogóle inaczej?

- Bywa, ale nie w twoich kręgach. A teraz wybacz, muszę otworzyć bagażnik, córki idą z zakupami.

- To kiedy w końcu wybierzemy się na tę kawę?

- Wiesz, tak patrzę na ciebie i widzę, że twoja dobra passa się kończy.

- Jesteś wróżką, mam rozumieć.

- Nie jestem. Mam tylko niebywale rozwiniętą intuicję. To chodzi o twój marny koniec. Upadek od początku zawiniony przez ciebie.

- Jesteś niesamowita. Spotkajmy się i porozmawiajmy.

- Kupiłeś już sobie ubranie, żeby dobrze prezentować się przy kobiecie takiej jak ja? Sam wiesz, że to sfery niedostępne dla ciebie, ale staraj się.

- Mamo, kto to był ten, co tak szybko odszedł?

- Nikt. Zupełnie nikt.

*

Hej, hej… Mam nowinę. Chodzi o tego twojego znajomego. Mam wiadomości, że został aresztowany. To musi być cos poważnego, bo policja zakuła go przy personelu i bez słowa wyprowadziła jak pospolitego bandytę. Chcesz, to dowiem się za co.

 Nie trzeba. Wszystko będzie w mediach. J

 Dziwne. Nie wyglądasz na zaskoczoną. Chyba nie chcesz powiedzieć, że przyłożyłaś do tego rękę. Jak ty to robisz?

  Nic szczególnego nie robię. Przecież wiesz, że nie  musimy  nic robić. A już na pewno otwierać drzwi i wychodzić. Wystarczy tylko odpowiedni sprzęt, okablowanie i kawałek własnego miejsca. Dodatkowo najważniejszy jest spokój i świadomość czego tak naprawdę nie chcesz.

 Czego nie chcę?

 Tak. Bo czasem dopuszczamy, by mówiły za nas nasze małe tęsknoty. I tutaj czai się niebezpieczeństwo, bo tracimy rozsądek. I wtedy trzeba zadać sobie pytanie czego nie chcemy. Bo to czego pragniemy jest najłatwiejsze do zdefiniowania.

 A ten facet? Czego od ciebie chciał?

Chciał mnie zaprosić na kawę. A ja tak naprawdę nie lubię kawy. Wolę piwko.

 Ha, ha, ha. Jesteś dziwolągiem… ;)

Oj, tak.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.