Z góry powzięty zamiar.

Z góry powzięty zamiar… Zastanawiam się co to jest? Do tych rozmyślań skłoniły mnie dwa przypadki o których ostatnio wspomniano w mediach. Otóż mechanizm działania jest podobny: Ktoś w Sieci udaje nieletnią, w tym wypadku dziewczynę 14 letnią i umawia się z kimś dorosłym na randkę.

To wszystko to jest walka z pedofilią.

Czytałam o dwóch przypadkach. Jakiś zawodowy wojskowy przed 50 tką i jeden działacz po 60 tce. (!)  Ten wykrzyknik to raczej powinien być pytajnikiem ;)

Niby postawa z grubsza naganna, nie ulega wątpliwości, ale…

Coś mi tu nie gra.

Właściwie nie znam prawa aż tak dokładnie. Może faktycznie istnieje przepis według którego można tych panów skazać. Ale nasuwa mi się pytanie: Za co?

Nie ma przestępstwa. No bo jeszcze się nie odbyło. Co gorsze nie ma ofiary przestępstwa, bo w pierwszym przypadku był to jak najbardziej dorosły łowca sieciowych pedofili (niektórzy zalecają przyjrzeć się jemu samemu ale o tym na końcu), a w drugim kobieta 29 letnia. (Też prowokatorka).

Inna sprawa, gdy złapiemy kogoś kto planował atak terrorystyczny, to wtedy jak najbardziej OK. Bo jest ewentualny poszkodowany, w tym wypadku społeczeństwo niczemu nie jest winne. A tutaj winna jest głupota i pazerność pozornie niewinnych lolitek.

Otóż relacja – grubo starszy facet i dziewczyna która jest ustawowo jeszcze dzieckiem, w 99%  oparta jest na chęci zysku i nikt mi nie powie że jest inaczej. Nawet ten procent jest lipny bo nie chce mi się operować promilami.

Tak więc, czy zamiast tropić zblazowanych facetów, którzy maja jakieś tam zamiary, nie można zacząć edukować młodzieży?

Ano nie można, bo młodzież jest już edukowana w jednym kierunku. Młode modelki w markowych ciuchach. Najnowszy sprzęt multimedialny. Eleganckie lokale ze smacznymi drinkami. Wakacje w drogich miejscach. Czasem jakiekolwiek wakacje. Po prostu MUSISZ TO MIEĆ.  I to teraz! Nie po latach ciężkich studiów i po następnych latach ciężkiej pracy. TERAZ!

Jednocześnie inne wartości idą w niepamięć. Ze świadomością społeczną zrobiło się coś bardzo  dziwnego…  Otóż jest sporo osób w wieku bardzo różnym, które sponsoring jednoosobowy nie uważają za prostytucję. I to mówią całkiem poważnie.

Świat schodzi na psy, bez obrazy dla psów. Ale to nie powód, żeby się wszystkiemu obojętnie przyglądać.

Czy nie może być jakiejś społecznej kampanii, która będzie mówić o tym, że nie warto się szmacić dla metki przy szmacie? Albo o tym, że na czterech literach nikt się specjalnie nie dorobił chyba, że są to cudze cztery litery?

Coś mi się wydaje, że już za późno. Wszystko poszło zbyt daleko. Cała nadzieja w rodzinie. Ale to temat na inną rozprawę.

Wracając do tematu. Wszystko mi to przypomina film „Raport mniejszości”. Zamiaruję kogoś zabić, pobić, zwymyślać, poniżyć, więc mnie aresztujcie. Z tym, że sama nie wiem czy zamiaruję, czy napawam się tylko marzeniami o tym. A nawet jak tylko jaram się tym wszystkim to kto wie, czy jak zaistnieje sprzyjająca sytuacja to tego nie zrobię!

Na koniec moja i nie tylko moja konkluzja dotycząca łowców pedofili. Ktoś, kto siedzi na czatach i portalach erotycznych, udający kogoś, kim nie jest, z pasją gadający o zakazanym seksie, powinien zostać objęty wnikliwą, wszechstronną analizą.

Takie jest moje zdanie.

 

Nerwowe wakacje.

Nie pisałam bardzo dłuuugo, ale dopadła mnie nerwówka. Wszystko o to, że rodzina miała zamiar się rozjechać po całym świecie a ja miałam zostać na włościach z psami i z kotem z tym, że miałam między innymi pilnować, by to towarzystwo się nie spotkało. Psy na podwórzu a kot w domu.

I tak się w końcu stało. Nawet nie upłynęło połowę tych wakacji a ja już tęsknię do października. Wcześniej myślałam, że to będzie okazja do twórczości literackiej, no bo wiadomo, nikt mi nie przeszkadza, mogę pisać całą noc a potem spać do południa. Kto mi zabroni?  Ano nikt, tylko że kot ma inny rozkład dnia. Nawet jak śpi przy zaświeconym świetle to i tak wstaje o piątej i domaga się wyjścia na dwór. No więc wstaję nieprzytomna i idę zamykać psy w kojcu a kot już grzecznie czeka. Zastanawiam się czy nie zamienia się charakterem w psa bo jeszcze nie zmieniałam kuwety, w całym domu pachnie… Córka poradziła mi kupić 50 kg żwirku a okazało się, że jeszcze nie zmieniałam zawartości kuwety. Ponadto chodzi za mną wszędzie. Ja do ogródka to on do ogródka. Ja z praniem do sznurka to on też. Najlepiej się czuje z człowiekiem. Trochę tylko za duży ma apetyt i siedziałby tylko w kuchni. Nie ma w swoim kocim mózgu tego komunikatu: „Jestem już nażarty”.

Ale okazało się, że te problemy to pryszcz. Najlepiej było, jak na tej wyspie, gdzie jest moja córka było trzęsienie ziemi. Dobrze, że najpierw dostałam wiadomość od niej a potem dopiero przeczytałam wiadomości, bo gdyby kolejność była odwrotna to sądzę, że mój awaryjny zestaw z nitrogliceryną byłby wreszcie potrzebny. Na razie stoi na półce pod ręką, żebym w razie incydentu wieńcowego, mogła go w stanie szybko użyć…

Praca pozostałych dzieci na razie przebiega bez przeszkód i modlę się, żeby tak zostało już do października. Od kiedy jak się taka rozmodlona zrobiłam? Jakoś to umknęło mojej uwadze.

Niby nie piszę ale jest inna aktywność. Otóż zaczęłam szyć. Po paru niewypałach nastąpił pełny sukces. Wykonany przeze mnie letni kombinezon pojechał w świat. W drugą stronę, do Grecji pojechały też krótkie spodenki.

Niewiele tego ale już nabieram ochoty na następne modele. Nawet wczoraj biegałam za tkaniną na letnią bluzkę. Złapał mnie deszcz i od pasa w dół cała przemokłam. Dziś też coś się kojarzy i w sumie jestem zadowolona bo nie muszę podlewać ogródka. Za to za chwilę należy się spodziewać świeżego rzutu dorodnych chwastów.

Oprócz szycia i dogadzania kotu lubię jeszcze czytać wydawnictwa medyczne albo para medyczne. Lubię czytać o medycynie alternatywnej i powoli robi się z tego moje małe hobby. Przy całym moim roztrzepaniu i sklerozie zauważam, że jeżeli coś z tego tematu przeczytam to PAMIĘTAM. Chyba dobry byłby ze mnie lekarz. Na lekarza za późno, ale na szamana jeszcze nie  ;)  .

Przypomniało mi się jak podczas ulewy byłam w firmowym sklepie mojego ulubionego producenta wędlin. (Przez niego nie mogę ze cholerę przejść na wegetarianizm). Panie ekspedientki chętnie sprzedają firmowe reklamówki i za każdym razem z troską pytają.

Sympatyczny, pulchny pan z brodą ( w moim typie) na pytanie: „Ma pan w co sobie włożyć?” Odpowiedział: ” Tak, jeszcze mam. Tam stoi przed sklepem”…

No gruuubo, ale rozbawiło mnie to.

Potem pomyślałam, że ja też nie lubię towarzyszyć mojemu panu mężowi przy zakupach. Też wolałabym stać na deszczu przed sklepem i nie słuchać jego głupkowatych żartów. Czasem trzeba odpuścić. Własne samopoczucie najważniejsze.

 

A oto moje dzieło na wdzięcznej modelce:

kleje