Nowy rok, nowe szanse?

Wypadałoby podsumować zeszły rok, jak robią wszyscy. Najlepiej od razu pierwszego. Miałam i ja taki zamiar ale…  Totalnie jestem słaba. Fizycznie i intelektualnie. Ból nogi minął ale zaczęło się coś z płucami. Kaszle i pluję. Jest też stan podgorączkowy. Nie mogę już łykać tabletek bo boli mnie brzuch. Wizyta w Instytucie Chorób Płuc dopiero w maju. Ciekawe czy dotrwam.

Pozostaje jakaś dieta, może pomoże. W tej chwili nie mam siły gotować na kilka garnków. No bo nikt nie lubi jarzyn. O surowych produktach nawet nie ma mowy. Nawet nie mam do czego dodać kurkumy ani pieprzu o imbirze nie wspomnę. Te święta pod kątem kulinarnym zupełnie mnie rozregulowały.

Ale już od poniedziałku wracam do dawnego sposobu odżywiania.

Podsumowanie roku? Proszę bardzo: Był okropny. Nie mam zamiaru żalić się, ile to mnie przykrości spotkało, bo to nie ma sensu. Końcówka tez była huczna. Nawet wstyd wspominać. Wypadałoby wyciągnąć z tych wszystkich nauk jakieś wnioski. Na razie układa mi się jeden: Trzymać się z daleka od chamskiego bydła. Bez obrazy dla zwierząt oczywiście. Ale skąd ja mam wiedzieć jaki kto jest naprawdę, skoro się na początku świetnie maskuje a moja podświadomość czy intuicja po prostu śpi.

No cóż, nie ja jedna w dojrzałym wieku ciągle doświadczam negatywnych zdarzeń.

Jak zwykle obiecuję sobie, że nie pozwolę już, że będę robić inaczej, że skupię się na tym co mi przynosi satysfakcje i rozwój. Ciekawe czy spełnię te założenia? Może będę się starać przez jakiś czas a potem dopadną mnie słabsze dni i znów wnerw będzie nadawał ton mojemu żywotowi. A to wcale nie jest dobre.

To może lepiej nic sobie nie obiecywać?