Dlaczego nie piszę.

Wychodzę z założenia, że jak się nie ma nic do powiedzenia to lepiej się nie odzywać… Jakoś ostatnio nic mi nie przychodzi do głowy odnośnie nowego wpisu tutaj. Jeśli chodzi o pisanie, to nic nowego nie odkryłam. Napisałam parę wierszy i nie jestem z nich zadowolona. W zasadzie z niczego nie jestem.

Generalnie za bardzo się obijam. Nic nie jest wystarczająco dobre, żebym była dumna z siebie. Może zbyt wysoko zawiesiłam poprzeczkę? Inni się aż tak nie przejmują.

Ja ciągle jestem jakaś zagubiona. Duża zasługa tutaj moich rodziców. Ciągle sprawiają kłopoty. Alkoholizm i szały ojca i współuzależnienie mamy. Ja już mam dosyć. Chciałabym się odizolować. Oni wariują a jak ja protestuję to jest: „Nie wygłupiaj się”

Chciałabym zniknąć, tak aby mnie już nie widzieli. Ja nie potrafię odbierać tej ich agresji słownej. Nawet kawę robię sobie nie tak jak trzeba. Jestem krytykowana a jak protestuję to słyszę coraz większy wrzask… potem do mnie :”Czemu krzyczysz?”

Zastanawiam się kto tu jest normalny.

Teraz będę kilka dni wracała do siebie po tej awanturze. Dlaczego ja jestem tak traktowana? Przecież już jestem stara… Powinnam żyć własnym życiem. Tymczasem ojciec nawiedza mnie w miejscu mojego zamieszkania, bo dałam schronienie mamie i drze się na podwórzu robiąc sąsiadom przedstawienie. Ja powinnam na wszystko się zgadzać i ustępować jak wrzodowi na d…

Zmarnował życie nie tylko mnie a ja mam go dalej czcić i zgadzać się na wszystko… Jak nie to jestem niewdzięczna. Kurde, ale debilizmy… Czy wszyscy zwariowali do reszty, czy faktycznie ja się wygłupiam?

Już mi się odzywają objawy wieńcowe. Boję się, ze umrę i że wszystko pozaczynane ulegnie formatowi. Bo sam zgon to byłby wybawieniem od tego wszelkiego gnoju.

Miałam o tym nie mówić. Ale dlaczego mam nie mówić? Udawać, że wszystko jest w porządku jak nie jest? Może ktoś będzie się zastanawiał dlaczego jestem tak zwichrowana, a tymczasem jest jedno wytłumaczenie.

Kilka dni wyjętych z mojej kreatywności. DÓŁ.

Powoli przechodzę do siebie… Do następnego razu. :(

Jak to zmienić? Jak się odizolować? Czy mam się dać stłamsić i zastraszyć tylko z tego powodu, że to moi rodzice???

Jednocześnie nie widzę wyjścia… Osoba poszkodowana nie chce współpracować, ale chce chwilowej pomocy, takiego krótkiego urlopu. Mój spokój ulega rozwaleniu a potem to samo od początku. Dokąd to będzie trwało?

Ciężko mi stosować różne mądre zalecenia współczesnych uduchowionych mędrców. Jak mam osiągnąć wyciszenie i pozbyć się oceniania. W moim przypadku się po prostu NIE DA.

Trafiłam na ścianę.

Pisać mało piszę, aczkolwiek już mi się krystalizuje styl. Wiem coraz wyraźniej jak by to miało wyglądać.

Przydźwigałam z bibliotek stertę różnych książek… Niektóre dobre a inne takie sobie. Tak się zastanawiam, zresztą zawsze się zastanawiałam, po co kończyć filologię polską i pisać tak, jakby ciocia Helenka nawijała w maglu po dwóch głębszych… Paradoksalnie zwiększyć cioci dawkę to byłaby o niebo lepsza w narracji. :(

Potem czytam fora kolegów po piórku, na temat wydawania oczywiście. Ile użytkowników, tyle zdań. A zdania różne… A ile frustracji… Ech, może lepiej polegać na własnym osądzie i nie przejmować się cudzymi niepowodzeniami. Teoretycznie każdy ma równe szanse – bo mam komputer z edytorem tekstów i własny mózg.

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.