Powrót do świata względnie żywych. ;)

Jestem już. Po szpitalu, po badaniach. Faktycznie sarkoidoza ale na 98 procent. Tak piszę, bo lekarze mają wielką ochotę zrobić mi jeszcze biopsję węzłów chłonnych płucnych… Czyli coś tam spekulują… :(

Ale to na szczęście w przyszłości. Najlepiej jeszcze w tym roku. Masakra.

Czyli nie koniec problemów.    Na dodatek czuję się delikatnie powiedziawszy – średnio. Natomiast zwolnienie wyrwać jest bardzo ciężko. Niestety ten mój zjawiskowy pan doktor pulmonolog jest jeszcze miesiąc na urlopie.

Głupi czas, wszyscy na urlopach, ja nawet nie mam z kim pogadać. Na swój własny urlop nawet nie mam co liczyć. Kasa, choroba i ogólnie ciemna dupa.

Tak w ogóle w szpitalu jeszcze raz dowiedziałam się, że moje problemy to jeszcze nie koniec świata, ale co to za pociecha. Taka średnia pociecha.

Jest jeden plus. W szpitalu bardzo schudłam. Nie ma się co dziwić, zważywszy kaloryczność szpitalnego żywienia. Ale jest jeszcze problem, bo nie wiem czy to wyłącznie dzięki temu. Bo chudnięcie postępuje nadal. To może być teraz wszystko. Ale najlepiej nie zaprzątać sobie tym głowy.

Jestem dziwna. Pracuję nad myśleniem, wpierniczam kurkumę z pieprzem w ilościach hurtowych prawie, zażywam jakieś cudowne zioła zza siedmiu mórz, a jak zaczyna to wszystko działać to ja się boję. Lepiej przestać sobie wynajdywać problemy.

Pisanie stanęło. Nawiedzają mnie jakieś obrazy z lat 60 tych… Wtedy to było fajnie. Ale nie wiem czy u mnie. Swoje dzieciństwo jakoś wypieram.

Centrum interwencji kryzysowej pogłębia mój kryzys.

Może to nie jest tak do końca, jak w tytule, ale wszystko zaczęło się tam. Co prawda jest już inna nazwa tej placówki, w której występuje słowo „profilaktyka”. I tak się zastanawiam czego ta profilaktyka ma dotyczyć…

Chyba tego, żebym się nie poczuła zbyt dobrze.

Ale od początku.

Na skutek ogólnego rozstroju nerwowego, spowodowanego wyczynami mojego ojca, autentycznego alkoholika i psychopaty, udałam się tam, żeby odbyć parę rozmów z kimś mądrzejszym, żeby mi udowodnił, że to nie ja świruję. Po kilku rozmowach, doszłam do wniosku, że zgłoszę go na leczenie w odpowiedniej dla gminy komisji. Tak tez zrobiłam. Od tego faktu do czasu posiedzenie miałam jeszcze coś koło 3 przypadku bluzgów i wyzwisk. Po pijaku, ale potem okazało się, że to nic pewnego. :(

Posiedzenie komisji do spraw przeciwdziałania … alko…  ect.

Jak bym wiedziała, że będziemy tam razem siedzieć koło siebie, to miałabym w nosie cały ten cyrk, bo w sumie nich chcę się z nim spotykać. Ale nie wiedziałam, i znów po raz kolejny zostałam zmieszana z błotem i zgnojona, ale tym razem przy świadkach.

Ja odpowiadałam tylko na pytania i mówiłam prawdę. Za to wystąpienie tego wariata to było coś niesamowitego. Po pierwsze w ogóle nie pije. Czasem szklankę piwa… Na pytanie o incydent z przemocą domową powiedział, że po szklance piwa jego małżonka go zaatakowała a on się osłaniał łokciami i stąd te obrażenia u niej.

potem zaczął mnie atakować mówić niestworzone rzeczy na mój temat, w skrócie powiem, że nie byłam u niego od czasu śmieci mamy, nie ugotowałam mu ani razu zupy… (żeby mu to moje żarcie wożone w słoikach kością w gardle stanęło), że w domu popijam Martini schowane za zasłoną i gadam na gg z obcymi mężczyznami, Mam problemy psychiczne i wszystko u mnie zaczęło się gdy on chciał przepisać działkę moim dzieciom. (akurat tylko jednemu ale nie za bardzo może to przeprowadzić w świetle prawa).

Ja wszystko negowałam ale w spokojny sposób a on gadał jak nakręcony, aż mu musiała kobitka przypominać kilka razy, że sprawa nie dotyczy relacji rodzinnych tylko jego picia.

Aha, jeszcze przepuściłam pieniądze które oni mi dali. No bo przepuściłam oczywiście, bo dwa razy dałam mojemu panu mężowi a raz kupiłam sobie różne rzeczy typu komputer czy maszyna do szycia.

Generalnie nikt go o takie sprawy nie pytał, bo rzecz nie dotyczyła mojego prowadzenia się. Jak się k… będę rozwodzić to niech debil idzie do sądu i pierdzieli o tym, że siedzę do pierwszej w nocy i rozmawiam przez neta z obcymi mężczyznami hehe.

Oczywiście mój wiosek został oddalony bo nie potrafię udowodnić, że ojciec pije codziennie. Nie ma zgłoszeń z policji, że ojciec nieprzytomny gdzieś leżał, sąsiedzi nie wnoszą żadnych skarg o nękanie itp itd.

Tak więc powinnam latać codziennie za alkoholikiem z alkomatem i kamerą.

A to już przekracza moje możliwości.

Bo to że, dzwoni do mnie i wyzywa, to nie oznacza, że jest pijany. To może oznaczać, że taki ma akurat charakter. ( z czym w sumie się zgadzam akurat).

Podziękowałam, podpisałam co trzeba i wyszłam. Ten debil jeszcze został tam około 5 minut i mogę się spodziewać co wygadywał. Przecież nie będę uskuteczniać z nim pyskówki przy obcych ludziach.

Porażka, całkowita porażka. Żyję na tym świecie przeszło pół wieku i jeszcze nikt mnie tak nie poniżył. Ani przy świadkach ani sam na sam. Tak się zastanawiam po co mi to było? Żebym znów przez jakiś czas poczuła się jak gówno???

Reasumując, u nas w kraju, żeby być uznanym za alkoholika, trzeba samemu się przyznać do uzależnienia. Tak, piję codziennie, nie mogę bez procentów normalnie funkcjonować i proszę o pomoc. Ciekawe ile jest takich przypadków do całej liczby alkoholików?

Potem się zastanawiałam jaką trzeba być szmatą, żeby gadać takie rzeczy o własnym dziecku, nawet nie będąc pytanym. Dla mnie jest to niepojęte.

Co to k…  kogo obchodzi co piję i gdzie trzymam butelkę i z kim gadam przez internet. To jest w ogóle naganne. Używanie komputera i gadanie do pierwszej w nocy. Bo kobieta według niego to powinna być służącą męża i dorosłych dzieci. Pamiętam, jaki kiedyś był zbulwersowany, gdy wyszło, że nie wstaję przed DOROSŁYMI dziećmi, nie budzę ich i nie robię im śniadania… Jakby nie mieli sprawnych łapek i tych wypasionych komórek z funkcjami budzenia za pomocą jakiego się tylko chce dźwięku.

Ale trzeba mnie pogrążyć i wyśmiać. Na pewno teraz myśli, że mnie skompromitował. Tymczasem sam się wydurnił. Pewnie opowiada po rodzinie. Kupa dziada. Zresztą po krótkim wkurwie z mojej strony, doszłam do wniosku, ze moje zdrowie ważniejsze i niech się  cieszy.

Nawet mi się nie chce do brata dzwonić. Oni też nie dzwonią. Jakieś durne zakłopotanie węszę. Ale co się dziwić, ja się poświęcam moje nerwy wraz z moim dobrym samopoczuciem a oni nadal ciągną ze staruszka kasę. Może  w sumie lepiej, żeby się podzielił, niżby miał przechlać ale gdzie honor?

Widać dla niektórych to pojęcie abstrakcyjne. Kasa, kasa przede wszystkim. Dla paru stówek można się dać wyzwać i znieść wszelkie niedogodności związane z pijaństwem delikwenta.

A ja cóż… Zszargane nerwy, kolejne rozczarowanie. Jedynie jestem zadowolona z porady prawnika. Nie skorzystam z terapii DDA, ponieważ podobno wiąże się to z grzebaniem w ranie… Wolę to opisać. To też jakieś rozszarpywanie blizn. Mam już nawet tytuł. „WSIOKI”

Tytuł jest przewrotny, bo wsiokami nie okazują się w końcu moi sąsiedzi, tylko właśnie ci „miastowi”. Ich znieczulica, ich zakłamanie i godzenie się na wiele w imię świętego spokoju i własnych korzyści. Nawet jakbym miała wydać za kasę w kilku egzemplarzach, to i tak każdy dostanie.

 

 

Piękna żona spawacza.

 Nie wiem jaka waga, nie wiem za bardzo który dzień tygodnia. W ogóle fajnie jest. Istnieje nadzieja, że na głównych portalach nie zobaczę już sportowców celebrytów, czczonych na równi z Panem Bogiem ani ich pięknych żon i partnerek. Ostatni tytuł: „Żony piłkarzy należą do najpiękniejszych.”  Kurde… a zastanawiał się ktoś dlaczego?. Mniejsza z tym. A co z żonami spawaczy? Albo z żonami aktorów? Same brzydoty pewnie…

Debilizm goni debilizm i na dodatek trzeba na to wszystko patrzeć. Ale jest nadzieja, że już za kilka dni buźki i wytrenowane ciała piłkarzy nie bedą zajmować 90 procent powierzchni głównego portalu. Ja wszystko rozumiem ale nie lubię przesady. Ale macie te swoje igrzyska. Większości chodzi o igrzyska. Potem żarcie picie i inne przyziemne sprawy.

Te podzięki za liczne wrażenia. „Dziękujemy za cudowne chwile” …

To są te cudowne chwile. Nie wycieczka z rodziną za miasto, nie obiad z dziećmi, nie koncert muzyka, który całe zycie ćwiczył dla siebie i dla nas. Nie cudowna książka, która daje nam niezapomniane przeżycia.

Dlaczego ja się czepiam. Przecież lubię oglądać sport. Tak, siatkówkę bo graja wysocy faceci. Jazdę figurową na lodzie, bo to według mnie jedna z dziedzin w której NIC nie osiagnę w tym zyciu i nawet w kilku przyszłych. ;)

Dlaczego sie czepiam? Przecież takie zainteresowania i nałogi jakie możliwości. Finansowe, fizyczne, intelektualne i emocjonalne.

Dlaczego się czepiasz? Siedź sobie te parę metrów nad ziemnią, rozmyślaj o innych myślicielach, czytaj nawiedzone ksiażki, wszystkie socjotechniczne pierdy i poradniki jak żyć. Tylko daj innym pożyć.

No dobrze, zostaję tam gdzie jestem. Ale niech inni mi dadzą żyć. Żebym nie musiała bać się otworzyc lodówki. Bo cały czas mam wrażenie, że wyskoczy z niej lewy, prawy, środkowy, górny albo dolny. Albo jedna z ich zon albo partnerek. ( Tak, partnerek. Oni mają partnerki i partnerów, zwykli ludzie mają przyjaciółki i przyjaciół. Szaraki maja kochnaki i kochanków ale już margines ma konkubiny i konkubentów).

No i zapytana taka o recepte na super wygląd, odpowiada że codziennie pije wodę z cytryną zaprawioną kurkumą.

Doznałam olśnienia. Bo robię to samo a nawet jeszcze więcej. Dlatego jestem najpiękniejszą żoną spawacza jaką  znam.

Yeah !!!

A teraz może uda mi się wkleić takie trzy w jednym, czyli jazda figurowa na lodzie, pod super muzykę, graną przez super faceta.  :)

Manipulacje małe i duże.

Tak sobie myślę, że manipulacja jest wszechobecna. Już małe dzieci wiedzą jak to robić. Dorośli ludzie używają jej z cała premedytacją. Każda reklama w mediach jest swego rodzaju manipulacją. Czasem ktoś ma to we krwi i robi to bezinteresownie ale częściej jest używana do własnych celów. Niektóre sekty uczą manipulacji. A może wszystkie? Nie wiem, nigdy nie zastanawiałam się nad tym.

Mój ulubiony bloger, haha, czyli ten od gwałtownego odchudzania czy też oczyszczania (ze złudzeń i z kasy) daje na przykład taki tytuł: ” Zakonnik taki to ataki uważa, że znalazł lek na raka”. Mózg czytelnika wyłapuje „lek na raka”. Bo taki jest mózg, wybiera to co najbardziej gra nam na emocjach.

W miarę poznawania artykułu, dochodzimy do wniosku, że on nie znalazł leku na raka ba, nawet tak nie uważa. Po prostu spożywanie napojów z taka to a taką rośliną, zmniejsza procent zapadalności bla bla bla. I tu oczywiście gotowa mikstura produkcji tej akurat firmy, którą bloger mój ulubiony cały czas reklamuje.

Moim i nie tylko moim zdaniem, spożywanie roślinek, zwłaszcza tych zielonych i ciemniejszych w kolorze znacznie zmniejsza niebezpieczeństwo. A ta konkretna roślina występuje w przetworach na półce ze zdrową żywnością w każdym szanującym się sklepie, o aptekach i sklepach zielarskich nie wspomnę.

Ale po co zadawać sobie trud, lepiej kupić gotowe w firmie X, o wiele drożej, ale tak trzeba, żeby mój ulubiony bloger ;) był coraz bliżej swojego wymarzonego auta, którego zdjęcie ma na samej górze profilu fejsbuniowego.

Tak sobie pomyślałam, że ja powinnam sobie tam wstawić fotę pewnej chałupy, która mnie zaintrygowała. Trochę przypomina ona ruderę, ale pewnie za to nie jest droga. Zresztą nie wiem czy jest do sprzedania.

I to jest właśnie manipulacja wymierzona w swój własny mózg. Bo tak radzą specjaliści od socjotechniki. Zrobić sobie tablice marzeń. Tylko, że jak się nic nie robi to to wszystko akurat nie chce działać.

Mój szanowny ojciec na przykład, manipuluje poczuciem winy. Stara się we mnie ono wzbudzić. Z tym, że poczucie winy jest mi obce. I to we wszystkich obszarach. Czasem mam tylko poczucie winy z powodu zaniedbań związanych z moimi psami. Tak po prostu, nie wyczesałam, nie posprzątałam, dałam byle co do jedzenia.

Nie uważam się za ideał. Kiedyś coś spierniczyłam i to nie jeden raz i z całą świadomością biorę za to odpowiedzialność. Ale zaistniałych efektów czasem nie da się już zmienić. Ale po co czuć się winnym?

Jak powiedział Zeland: Czujesz się winnym, to kara przyjdzie, bo jej oczekujesz.

Moja zmasowana terapia.

To nie jest taka prosta sprawa dostać się do szpitala na badania. Nie mam bliskich znajomych, może jacyś by się tam znaleźli, ale czekałam tyle, poczekam tez miesiąc. Masakra. Jeżeli to faktycznie jest sarkoidoza, to takie czekanie niewiele zmienia. Gorzej jak coś poważniejszego, wtedy sytuacja nie byłaby najlepsza. Ale cóż, wiadomo komu składać dzięki za taki system naszej służby zdrowia. Może powinnam to napisać dużą literą, ale może niech tak zostanie.

Osobne podziękowania należą się mojemu ojcu. Za to, że jestem DDA, za ciągłe przysparzanie mi stresów i traumy, za gnojenie i poniżanie. Za ustawiczne pomniejszanie mojego poczucia własnej wartości. Choroby autoimmunologiczne biorą się ze stresu i nikt mi nie powie, że złapałam to z powietrza albo przez pocałunek. ;)

I niech nikt mi nie mówi, że on mnie kocha i domaga się mojej uwagi i przytulenia. Bo nigdy, nigdy tego nie zrobił, a wręcz pierwsze co pamiętam, to był mocny klaps na dupie, gdzie jego ręka odbiła mi się na całej szerokości pośladków, co świadczy o tym, że byłam wtedy bardzo mała. Po prostu zostawił mnie przy domu, a sam poszedł do swojego brata gdzie zazwyczaj pili. Chciałam za nim biec i tak mnie zatrzymał.

Nigdy, przenigdy nie powiedział, że mnie kocha, za to mówi po pijaku takie rzeczy mojej córce. Mojej córce chcę też zapisać swoją część majątku, czyli większość działki i stary dom, który ma przeszło pół wieku, ale też nie jest za dobrze utrzymany. Oczywiście cały czas myśli, że zapisze CAŁOŚĆ, bo jakoś do niego nie dociera, że mama według prawa ma jeszcze innych spadkobierców.

Zresztą powiedział mi, że NIC mi się od niego już nie należy, więc niech mnie pocałuje w trepy. Mam na razie z czego żyć. Zdrowie najważniejsze. Niestety zmiany wyszły mi już na gardło i podniebienie. No ale muszę czekać. Jak mnie zacznie dusić to może… ale to nic pewnego, sprawa ulegnie przyśpieszeniu.

Dlatego też bardzo ważny jest spokój i brak większych awantur. Dlatego też nie mogę pozwolić na dalsze wyzywania. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie, nawet zdrowy.

Przeczytałam kiedyś, że tutaj po kimś „pojechałam” i to kogoś zniesmaczyło. A dlaczego mam po kimś nie jechać, jeżeli na to w pełni zasługuje? A nawet zasługuje na porządne skopanie dupy. Przez wiele lat byłam grzeczna, nic nikomu złego nie powiedziałam, zawsze starałam się nie urazić. I co wyszło? Przede wszystkim ja wyszłam na kogoś słabego, któremu można bezkarnie dokopać od czasu do czasu. Niestety są ludzie, którzy tylko rozglądają się komu by tu dowalić i wybierają tych, co do których maja pewność, że nie będą się bronić. Czasem tylko ta pewność ich zawodzi. Ewentualnie atakowany traci cierpliwość i zamiast stulić uszy i się bać, to odpowiada zdwojoną agresją.

Dlaczego też mam nie jechać po pewnym idiocie, gdzie MOIM zdaniem on jest złym i fałszywym człowiekiem, traktującym ludzi instrumentalnie. Ludzi dla niego dzielą się na tych, którzy przyłożą się materialnie do realizacji marzeń o nowym aucie w cenie średniego domku i na tych którzy (które) pomogą mu zrealizować chore wizje na temat wyuzdanych, grupowych kontaktów erotycznych.

Co do ostatnich jego marzeń to mam spore wątpliwości. Albowiem Facet przeszedł sporą przemianę wizualną. Takie gwałtowne dosyć schudnięcie, oczywiście za sprawą produktów które sprzedaje. Ileś tam kilogramów w ileś tam dni. Po prostu horror dla organizmu. Oczywiście zebrał wiele zachwytów netowych i podobno na żywo też. Może ja faktycznie lubię wielkich misiaków i dlatego dostaje mdłości z obrzydzenia jak patrze na jego dokumentację fotograficzną. Ale dodatkowo jak patrze na jego twarz to widzę, i to już staram się być obiektywna, no widzę po prostu człowieka, który się postarzał o 10 lat. W ciągu tych paru tygodni czy miesięcy. No ale cóż wiem, że są różne gusta i upodobania i moje nie muszą być jedynie słuszne.

Tak wiec będę jechać po kim mi się będzie podobało, to rodzaj terapii. Zwłaszcza, że według wszelkiego prawdopodobieństwa osoby te nie przeczytają tych tekstów. A nawet jak by przeczytały to nic, bo to wszystko prawda.

Pozdrowienia dla Anki, przepraszam, że nie ma tu nic o Tobie. Ale nic straconego, ciągle szukam ciekawych tematów. ;)

Pozdrowienia dla osoby, która przypisała mi „galopujący egoizm”. Bardzo mi się spodobało to wyrażenie. Albowiem całe altruistyczne życie mi się już przejadło i pragnęłabym czegoś innego zwłaszcza, że tego życia już mi nie za dużo zostało. Dlatego chciałam je wykorzystać dla swoich własnych przyjemności. Słabo mi to na razie wychodzi ale staram się.  :)

Do Izy, czyli do sympatycznej koleżanki Anki z sąsiedniego powiatu.

Moja droga, ja Cię bardzo przepraszam, że nazwałam Cię jebniętą… na skutek czego odezwałaś się tutaj na zasadzie nożyc, które wydają dźwięk po uderzeniu w stół. Oczywiście taki epitet nie jest godny osoby ułożonej, kulturalnej i wrażliwej, za jaką się uważam. Ale rozumiesz, każdy z nas ma kłopoty, żyje w stresie i czasem wybucha.

Tak więc nie uważam że jesteś jebnięta, ale też normalna też na pewno nie. Można by się spierać, co w dzisiejszych czasach jest normalnością a co nie. Jednak przejdźmy do porządku dziennego, nad faktem, że nikt tu nie jest nienormalny, tylko wszyscy są oryginalni.

Chyba z powodu mojej oryginalności w dalszym ciągu interesujesz się moja osobą a ja nie wiem czy się obawiać czy cieszyć, że mam swoją fankę. Jeżeli interesujesz się moim życiem i lubisz czytać moje wypociny, to zapraszam do czytania i do komentowania. I wcale nie musisz zmieniać imienia, bo i tak wiem kto tutaj pisze. Chyba Twój bystry informatyk nie uprzedził Cię, że gdy tylko napiszesz komentarz, Twój numer IP jest dla mnie widoczny. Oczywiście z powodu pewnych ustawień, można by sądzić, że nadajesz gdzieś z wyspy leżącej w sąsiedztwie Afryki Równikowej, ale są też inne narzędzia, dostępne nawet dla wiejskiej baby spod Kielc. Po prostu Twój zabezpieczacz nie przewidział, że pewien garnkotłuk z zapadniętej wiochy umie używać mózgu. I nawet nie ma łącza światłowodowego jak to, które już założyli w Twojej wiosce.

Jaki wstyd… technik informatyk Cie namierzył. I zajęło mu to niecały kwadrans.  Więc co tu mówić o wykształconych specjalistach pracujących na usługach Policji? Im to zajmie pięć sekund. Tak wiec mam nadzieję, że dasz spokój z tym durnym stalkingiem, nie tylko względem mojej osoby ale tez innych.

Jeżeli zżera Cię ciekawość co u mnie słychać, to po prostu zadzwoń. Na tę okoliczność usunę Twój numer telefonu z listy blokowanych. ;)  Co będę mogła to powiem. Możesz też komentować ten blog o ile poruszane treści uznasz za godne dyskusji. Ale najlepiej pod swoim imieniem.

Trochę o internecie, Facebooku i blogach.

Przyznam się, że mam konto na FB pod innym nazwiskiem. A to dlatego, żeby moja rodzina nie widziała co robię, co piszę i czym się interesuję. Chodzi też o sąsiadów i kolegów i koleżanki moich dzieci. Im niej wiedzą, tym jestem spokojniejsza.

Tutaj, gdzie mieszkam i nie tylko tutaj jest specyficzny klimat, a już i tak jestem uważana za dziwaczkę, więc lepiej nie zadręczać co poniektórych problemami przekraczającymi ich intelektualną wytrzymałość. Dlatego też w gronie moich znajomych na FB są osoby spoza rodziny, ale gównie osobowości według mnie ciekawe i warte żeby obserwować ich ruchy i pasje. Lubie się od takich ludzi czegoś nowego nauczyć i lubię być przez nich inspirowana.

Mam około 50 znajomych i wiem, że to mało, dlatego przyjmuję każdego, gdzie widzę, że konto nie jest lipne i nie wygląda na sztuczne konto datescamera.

Niestety ostatnim razem musiałam pozbyć się dwóch osób. Właściwie druga osoba odpłynęła sama.

Wracajmy do pierwszej. Otóż niby biznesmen spod sąsiedniego miasta wojewódzkiego. Chyba kolekcjonuje znajomych, żeby było coraz więcej lajkujących jego przedsięwzięcia. Kolejna pizzera, której w życiu nie zobaczę i nie zatopię zębów w jej wyrobach to jeszcze ok. Wszyscy tak robimy jak nas poproszą. Durne seksistowskie dowcipy też jakoś przełknęłam, w sumie każdego co innego śmieszy. Jednak zastanowiło mnie zaangażowanie w sprawę, gdzie jestem przekonana, że inicjator szumu medialnego jest kłamca i manipulatorem. Po prostu może robić spory szum, bo ma na to środki. Filmiki na YT, wystąpienia w Sejmie a SĄD i tak wie swoje. To jest ciekawe. Ale w sumie, cytując klasyka : „racja jest jak d… , każdy ma swoją.”

No wiec to jeszcze przetrawiłam. Ale potem nastąpiła chamskie  dowalenie przedstawicielom innego narodu, a akurat tymi przedstawicielami były dzieci. Tu mi się przypomniał mój powalony małżonek, który przy każdym dłuższym wywodzie na tematy polityczne, musi wypowiedzieć słowa : J…e  (i tu nazwa nacji)… Każdy tego rodzaju występ powoduje u mnie mdłości i silne poczucie niesmaku i czegoś na kształt życiowego rozczarowania.

Moje prywatne śledztwo, poskutkowało spora pewnością, że szanowna moja teściowa, z dużym prawdopodobieństwem wywodzi się z tej znienawidzonej przez jej syna nacji. Czy mogła by być bardziej zabawna sytuacja?

Podobnie może być u mojego znajomego już nieznajomego, bo nawet wizualnie nie wygląda na czystego słowianina. Nie rozumiem po co się tak rzucać. No i ta przedsiębiorczość haha. Kiedyś zbierał on na wydanie swojego tomiku poezji. Do każdego znajomego wysyłał prośbę, żeby się dołożyć finansowo. Ja akurat jak zwykle nie maiłam nadwyżek, ale myślę sobie, poczytam co on tam tworzy. Przeczytałam i doszłam do wniosku, że nie należy delikwentowi robić krzywdy i umożliwiać mu wydawanie czegoś podobnego. A swoja drogą, co to za biznesmen, którego nie stać na  7 tysięcy na spełnienie swojego marzenia?

Drugi. Ten który sam się wypisał. Otóż to było jego kolejne konto, znałam go z wcześniejszych, gdzie tylko pod imieniem szukał pań, z którymi mógłby urzeczywistnić swoje wizje. A wizje jego dotyczyły seksu w wielokątach. Przeważnie trójkątach gdzie on byłby sam. Nawiasem mówiąc nie wyglądał mi na takiego, który nawet jednej stuprocentowej kobiecie dałby radę, ale podobno pozory mylą więc zostawmy moja opinię w spokoju.

W każdym razie naprzykrzał mi się bo źle odczytał moją dobrą wolę rozmawiania na każdy temat. No cóż, każdy może się pomylić. Potem zrobił kolejne konto i teraz już werbował znajomych pod innym kątem. Po prostu kupujcie te produkty, bo są one najlepsze, a najlepiej to kupcie pakiet startowy za pierońskie pieniądze, sprzedajcie i zarabiajcie punkty. Każdy zna te piramidy, gdzie zarabia tylko założyciel i co najwyżej kilku operatywnych sprzedawców, którzy są w stanie wmówić ludziom, że ich produkty są lepsze od tych kilka razy tańszych w sklepach ze zdrową żywnością, które mijamy na swej drodze codziennie tyle, że nie zawsze je widzimy.

No i jeszcze sprawa motywacji. To jest ważny aspekt tej działalności. Spotkania w egzotycznych miejscach, fotografie szczęśliwych sprzedawców. Mój znajomy/nieznajomy w otoczeniu uśmiechniętych, atrakcyjnych kobiet (mam nadzieję, że wreszcie zdoła urzeczywistnić swoje fantazje :P).

No i ten blog, gdzie wstawia swoje głodne wywody, które są nieudolnym streszczeniem też klasyków z początków zeszłego wieku, którzy byli prekursorami takich rzeczy jak pozytywne myślenie, rozwijania potęgi podświadomości, wizualizacji marzeń i podobnych cudów.

Wymieniliśmy jeszcze kilka zdań, po których facio doszedł do wniosku, że pakietu startowego nie kupię, bo jestem za biedna. Był powrót do dawnej rozmowy na tematy geometrii (:P) ale po moim  stanowczym NIE (żałuję dziś, że zbytnio kulturalnym NIE), facio się wypisał z mojego kręgu przyjaciół. Doznałam ulgi. Tak jakby śmieci się same wyniosły. Zaglądam czasem na jego śmieszny blog, ale tylko wtedy gdy się chcę rozerwać. Albowiem nie ma nic śmieszniejszego niż głupota w stanie czystym.

 

Czuję się lepiej.

Jak mnie wkurwiają takie akcje i mowy typu należy się szacunek rodzicom, bo to twoi rodzice i inne pierdy. Oczywiście może takiemu rodzicowi, który na ten szacunek chociaż w części zasłużył. A w imię czego ja mam się poświęcać jako następna ofiara psychopaty to naprawdę nie wiem.

Moja choroba, która zaogniła się po nerwowych przeprawach, jakoś teraz odpuściła i mogę powiedzieć, że nie pamiętam kiedy tak dobrze się czułam, chociaż do idealnego samopoczucia jeszcze daleko.

Wystarczyło wyciągnąć wtyczkę telefonu ze ściany i nie szukać kontaktu. Jednak istnieją wampiry emocjonalne działające na wysokich obrotach. W tej chwili nie wiem jak mogłam wysłuchiwać tekstów podcinających mi skrzydła i to całe życie. Ostatnio królowały połajanki dotyczące mojego uzależnienia od komputera i życia w „nierzeczywistym świecie” i zapewnienia, że zginę i nie poradzę sobie…

A z czym niby mam sobie nie poradzić? Ze sprzątaniem i gotowaniem?

Były jeszcze inne cuda o których nie warto wspominać. Ale kiedy usłyszałam składankę wyzwisk, jakich nigdy na żywo nie słyszałam nawet u menela przy św.Tekli, to się ocknęłam.

A w imię czego ja mam to znosić?

I niech mi nikt nie mówi, że alkohol jest jakimś usprawiedliwieniem. Bo czy jak ja się nawalę i pójdę pobić sąsiada to mnie puszczą wolno?

Zresztą na trzeźwo nie było żadnej skruchy tylko dalsze pierdzielenie w temacie mojej niesprawności umysłowej i słowa: „nic się nie stało”.

Odizolowałam się od jebniętej koleżanki to i odseparuję się od psychicznego tatusia. Inne życie, słowo daje. Dopiero teraz widzę jaki świat jest piękny.

Psychopacie skończyły się ofiary. Raczej to on je wykończył. Teraz przyszła kolej na mnie. No raczej nie mogę sobie na to pozwolić, bo chcę jeszcze trochę pożyć.

Wszystko już wiem… Albo prawie wszystko. ;)

Wiele się wyjaśnia, chociaż sporo jeszcze do wyjaśnienia. Podejrzewają u mnie nieznaną mi wcześniej, dziwną chorobę o nazwie SARKOIDOZA. Zaznaczam, że jednostka ta nie jest powikłaniem po nadużywaniu sarkazmu we wpisach ;)

Co by nie mówić, wiele to by wyjaśniało. Te moje wieczne zmęczenie, bóle wszędzie, zmiany w kościach ręki, ostatnio kaszel i duszności. Nie wspomnę o zespole suchego oka, bo  to by oznaczało, że mam to od dawna.

Ale wszystko do tej pory dawało się wytłumaczyć. Oko suche za sprawą nadużywania komputera, bóle nóg z powodu nadwagi a moje częste odpoczynki po byle jakiej aktywności fizycznej to po prostu moje lenistwo.

Trzeba było zajrzeć w płuca i zobaczyć te grudki, żeby przyznać, że faktycznie może to choroba…

Medycy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, ale wolę już tę chorobę, niż inną, taką, której wszyscy się boją. Tutaj można przynajmniej jeszcze trochę pożyć… aczkolwiek to wegetacja a nie prawdziwe życie. No i można jeszcze się pomodlić o samowyleczenie, bo i to podobno często się zdarza.

Z tym, że u mnie jakoś samowyleczenie nie następuje, pamiętam te same objawy od dawna a po ostatnich stresach są one bardzo nasilone. chodzi zwłaszcza o te spektakularne – kaszel i duszenie się. Tu się nie da cierpieć w milczeniu, jakby wszyscy oczekiwali.

Tak więc, jeżeli będę miała szczęście to może pozbędę się tego permanentnego bólu, bo już miałam wrażenie, że to nękanie przez siły nieczyste. Nie można mnie opętać, bo ani się nie boję, ani nie biorę tego poważnie, to zostawało jeszcze nękanie za pomocą różnych dolegliwości. A okazuje się, że to nękanie to taka sama bujda jak te opętania. Ot, jednostka chorobowa i to dokładnie opisana.

Trzeba jeszcze pozbyć się źródła stresu. No nie mogę fizycznie się go pozbyć bo jakby nie było, to mój ojciec. ;)

Jednak mogę ograniczyć kontakty i przestać się przejmować fanaberiami i wyczynami wyżej wspomnianego. Oczywiście dla rodziny będę wyrodna córką, która nie obchodzi stary i schorowany rodzic(Alkoholizm to choroba, jak najbardziej). No trudno, tym też nie mogę się przejmować. Nie mam zamiaru wszystkim wszystkiego tłumaczyć. W końcu chodzi tu o moje zdrowie a ono jest dla mnie najważniejsze.

Ból tego i owego.

Ostatnio robię porządki. To znaczy pozbywam się toksycznych znajomości. Doszło już do takiego momentu, że zastanawiałam się dlaczego wszyscy mnie lekceważą. Czy ja mam coś  w sobie, co to prowokuje?

No to teraz spokój, nie ma durnych gadek i dołowania. Zajęłam się pisaniem. Końca nie widać, ale w międzyczasie piszę opowiadanko. Blokada została zdjęta. Nie wiem kiedy. A właściwie wiem. Wtedy gdy pogoniłam niektórych debili z mojego życia. No jednego się nie da, bo kto by mnie utrzymywał hahaha. Jestem bezczelna i chamska w tej chwili, ale więcej tego otrzymałam i to tylko mały procent, który oddaję.

Dlaczego ja się zadałam z niewłaściwymi ludźmi. Co oni właściwie wyprawiają? Ja taka stara i mądra. Jestem stara ale widocznie głupia. Nawet serwetkowy interes mi nie wychodzi. Nie lubię tych wszystkich łachów, tkanin, nici, włóczek w motkach. Bo i tak nie zacznę z tego tworzyć. Możliwe, że coś uszyję. Ale tylko tyle.

Kiedyś w lumpeksie chodziłam z kuponem tkaniny do hardangera. Załadowałam w koszyk i się cieszę… Po dłuższym czasie doszłam do pytania: Po co mi to? Przecież mam słaby wzrok, nie mam czasu i nie mam przede wszystkim chęci na robótki. Będę się pozbywać tych wszystkich rzeczy. Zostaną książki, kilka kuponów tkanin, i maszyna do szycia. Może się skuszę.

Wakacje będą ciężkie a potem to prawdziwa tragedia. Możliwe, że na tygodniu będę zupełnie sama w domu. I co wtedy robić? Przyjdzie zidiocieć. Na dodatek postanowiłam zacząć zdrowo się prowadzić. Co oznacza nieużywanie używek. No, może kawka z rana. Ale jak wytrzymać ten durny żywot bez alkoholu? Chyba trzeba zacząć na dobre medytować.

W dalszym ciągu nie udaje mi się błogosławić jedzenia. Zapominam o tym. Mam tak tylko do roślin. Nawet jak kroiłam szpinak na zupę to o tym nie myślałam. Mam sobie poprzylepiać kartki?

Ale pocieszające jest to, że nie tyję. O ile nie chudnę. Ale to może z pomocą wprowadzenia większej ilości warzyw do jadłospisu.

Ja ten wpis robiłam chyba trzy dni. Piszę i piszę i nic odkrywczego nie wychodzi. Widać walkę. Walkę o spokój i czystą atmosferę, potrzebną do tworzenia. Ale przecież mało kiedy tak jest, żeby było idealnie. Trzeba nauczyć się pisać również w lekkim podpierniczeniu, zeby nie powiedzieć dosadniej.

Tworze znów opwiadanie, ale mam dosyć pokazywania moje twórczości na jakichś tam portalach dla grafomanów. Masakra. Wolałabym, żeby mnie ktoś skrytykował naprawdę. Tak jak to kiedyś zrobiła Pani Joanna W.-B. , aczkolwiek było to w przeważającej części pochwały.

Opowiadanie jest trochę, niepoprawne politycznie… Muszę się chyba śpieszyć, zanim zawita fanatyzm.    ;-)

A ból? Boli mnie wszystko.